– Która kostka panu dokucza, milordzie?

Wskazał na prawą i skrzywił się, gdy Ellie jej dotknęła. Badała ją przez chwilę, aż w końcu podniosła głowę i najbardziej uprzejmym tonem, na jaki tylko było ją stać, oznajmiła:

– Będę musiała zdjąć panu but, milordzie. Czy pozwoli pan na to?

– Bardziej mi się pani podobała, kiedy pluła pani jadem – odmruknął.

Ellie również wolała siebie taką. Uśmiechnęła się.

– Czy ma pan nóż? Prychnął.

– Jeśli wydaje się pani, że włożępani broń do ręki…

– Ach, tak? Sądzę więc, że będę musiała po prostu ściągnąć panu but z nogi. – Przekrzywiła głowę, udając, że rozważa tę kwestię. – Może pana trochę zaboleć, kiedy utknie na spuchniętej kostce, lecz, jak sam panpodkreślił, pochodzi pan z twardej rodziny. A poza tym prawdziwy mężczyzna musi umieć znieść trochę bólu.

– O czym pani, u diabła, mówi?

Ellie zaczęła ściągać but. Nie mocno, gdyż nigdy nie byłoby ją stać na takie okrucieństwo, po prostu poruszyła nim lekko, chcąc zademonstrować, że nie zdoła go zdjąć zwyczajnymi metodami, Wstrzymała oddech.

Lord ryknął z bólu, aż Ellie pożałowała, że postanowiła dać mu tę nauczkę, zwłaszcza że znów owionęły ją opary whisky.

– Ile pan wypił? – spytała, z trudem łapiąc oddech.

– Za mało – odburknął. – Nie wynaleźli jeszcze alkoholu dostatecznie mocnego…

– Proszę przestać – ucięła Ellie. – Nie jestem wcale aż taka okropna.

Ku jej zdziwieniu mężczyzna się roześmiał.

– Kochaneczko – powiedział tonem w oczywisty sposób świadczącym o tym, iż uwodzenie kobiet należy do jego codziennych zajęć. -Jesteś najmniej okropna ze wszystkiego, co przydarzyło mi się od miesięcy.



3 из 275