Popatrzyła na Billingtona, który elegancko rozciągnął się nakrześle naprzeciwko niej. Ten człowiek, stwierdziła, zdecydowanie kwalifikuje się jako nadzwyczajny. Podobnie zresztą jak sytuacja, w którą ją wciągnął. Uśmiechnęła się leciutko, myśląc o tym, że powinna okazać się bardziej odporna. Charles był wyjątkowo przystojny, a jego czar, cóż, działał również na nią. Wiedziała jednak, że musi poprowadzić tę rozmowę jak kobieta rozsądna, którą przecież była. Odchrząknęła.

– Wydaje mi się, że rozmawialiśmy o… – zmarszczyła brwi. O czym oni, u diabła, rozmawiali?

– O pani włosach – podsunął usłużnie.

Ellie poczuła rumieniec występujący na policzki.

– Rzeczywiście, no cóż, hm…

Charlesowi zrobiło się jej żal.

– Przypuszczam, że nie chce mi pani powiedzieć, co panią zmusiło do rozważania mojej propozycji – oznajmił.

Natychmiast popatrzyła na niego uważnie.

– A dlaczego sądzi pan, że musiało być cos szczególnego?

– Bo ma pani w oczach wyraz rozpaczy.

Ellie nie mogła nawet udawać, że ta uwaga ją obraziła, wiedziała bowiem, że to prawda.

– W przyszłym miesiącu mój ojciec powtórnie się żeni- wyznała, nabrawszy głęboko powietrza. – A jego narzeczona to prawdziwa wiedźma.

– Aż tak zła? – uśmiechnął się.

Ellie miała wrażenie, że uznał, iż przesadza.

– Wcale nie żartuję. Wczoraj przedstawiła mi dwie listy. Na jednej byty wypisane obowiązki, które będę musiała wykonywać oprócz tego, czym już teraz się zajmuję.

– Czyżby chciała, żeby pani czyściła komin? – zażartował Charles.

– Właśnie tak! – wykrzyknęła Ellie, – I wcale nie żartowała. A poza tym miała śmiałość powiedzieć mi, że za dużo jem, kiedy zauważyłam, że się nie zmieszczę!



34 из 275