wykazać się większym opanowaniem. Stwierdziła jednak, że i tak niewiele by jej to pomogło po tym niezwykle efektownym wejściu. Kamerdyner nigdy jej tego nie wybaczy.

Uniosła głowę i spytała:

– Czy mogę usiąść?

– Ach, oczywiście, jakież to nieuprzejme z mojej strony. -Gestem wskazał jej sofę. – Ma pani ochotę na herbatę?

– O, tak, napiję się z przyjemnością. – Ellie sięgnęła do tacy i zaczęła nalewać. Nie wiadomo dlaczego ta czynność, nalewanie herbaty temu człowiekowi w jego własnym domu, wydała jej się bardzo intymna. – Mleka?

– Poproszę. Ale bez cukru.

– Ja też piję herbatę z mlekiem i bez cukru – uśmiechnęła się Ellie.

Charles wypił łyk, obserwując ją ponad krawędzią filiżanki. Była wyraźnie zdenerwowana, ale nie mógł mieć o to do niej żalu. Sytuacja, w jakiej się znalazła, była zaiste niezwykła i wręcz podziwiał Ellie za takie opanowanie. Poczekał, aż opróżni filiżankę, i dopiero wtedy powiedział:

– Pani włosy wcale nie są rude.

Ellie zachłysnęła się herbatą.

– Jak też nazywają ten kolor? – zmarszczył brwi. Uniósł rękę i zaczął w powietrzu pocierać palcami o siebie, jak gdyby to miało skłonić jego umysł do działania. – Ach, już wiem! Truskawkowy blond. Chociaż mnie to określenie wydaje się raczej nieodpowiednie.

– Są rude – oświadczyła Ellie zimno.

– Nie, nie, naprawdę, są…

– Rude.

Charles rozciągnął usta w leniwym uśmiechu.

– Dobrze, rude, skoro pani tak nalega.

Ellie poczuła się dziwnie rozczarowana, że tak prędko ustąpił. Zawsze chciała, żeby jej włosy miały bardziej egzotyczny kolor niż rudy. Był to nieoczekiwany podarunek odjakiegoś dawno zapomnianego irlandzkiego przodka. Ich jedynym pozytywem było to, że stanowiły nieustające źródło irytacji jej ojca, który słynął z tego, że dostaje mdłości na najdrobniejsze napomknienie, że mógłby mieć w rodzinie katolika.

Ellie natomiast zawsze podobała się myśl, że gdzieś w jej drzewie genealogicznym ukrywa się katolik. Zawsze wykazywała skłonność do tego, co niezwyczajne, co potrafi choć trochę wzburzyć monotonię jej banalnego życia.



33 из 275