
Ellie odwróciła się, a on posłał jej najmilszy we własnym mniemaniu uśmiech.
– Obawiam się, że nie mogę dotrzymać pani kroku. – Wyciągnął ręce do przodu w błagalnym geście i w tej samej chwili stracił równowagę. Ellie natychmiast podbiegła, żeby go podtrzymać.
– Doprawdy, jest pan chodzącym nieszczęściem – mruknęła, ujmując go za łokieć.
– Kulejącym nieszczęściem – poprawił ją, – I nie mogę.,. -uniósł rękę do ust, żeby zasłonić je, gdy targnęła nim pijacka czkawka. – Nie mogę kuleć tak szybko!
Ellie westchnęła.
– A więc dobrze, niech pan się na mnie wesprze. Wspólnymi siłami zdołamy jakoś doprowadzić pana do miasta.
Charles uśmiechnął się szeroko i mocno objął ją za ramiona, Ellie była drobna, ale silna. Postanowił więc wybadać sytuację i oprzeć się na niej jeszcze mocniej.
Ellie na moment zdrętwiała i westchnęła jeszcze ciężej.
Powoli zaczęli sunąć w stronę miasteczka. Charles czuł, że coraz mocniej opiera się na swojej towarzyszce, nie wiedział tylko, czy opadł z sił przez zwichniętą nogę, czy też przez alkohol. Ale Ellie była taka ciepła, mocna i miękka i znajdowała się tak blisko, że właściwie przestało go obchodzić, w jaki sposób znalazł się w tej sytuacji. Postanowił, że będzie cieszyć się chwilą, dopóki trwała. Przy każdym kroku czuł krągłość piersi dziewczyny i coraz bardziej się przekonywał, że to niezwykle przyjemne uczucie.
– Piękny mamy dzień, nie uważa pani? – spytał, uznawszy, że powinni prowadzić konwersację.
– O, tak – zgodziła się z nim Ellie, lekko zataczając się pod jego ciężarem. – Ale robi się późno. Czy nie ma sposobu, aby poruszał się pan szybciej?
– Nawet ja – Charles zdecydowanie machnął ręką – nie jestem aż takim draniem, żeby fałszywie utykać tylko po to, by cieszyć się towarzystwem pięknej kobiety.
