– Odprowadzę pana do Bellfield – oświadczyła. – To nie jest tak bardzo daleko. Zdoła się pan dostać stamtąd do domu?

– Zostawiłem kariolkę w Gospodzie pod Pszczołą i Ostem -odparł.

Ellie odchrząknęła.

– Byłabym szczerze wdzięczna, gdyby zachował się pan delikatnie i dyskretnie. Jestem wprawdzie starą panną, ale wciąż muszę dbać o reputację.

Popatrzył na nią z boku.

– Obawiam się, że mam opinię łajdaka.

– Wiem o tym.

– Pani reputacja została prawdopodobnie popsuta jużw momencie, gdy na panią padłem.

– Na miłość boską, zleciał pan z drzewa!

– No tak, oczywiście, ale dotknęła pani gołymi dłońmi mojej gołej kostki.

– Zrobiłam to z najszlachetniejszych pobudek.

– Szczerze mówiąc, uważałem, że pocałowanie pani również będzie szlachetnym postępkiem, lecz pani najwyraźniej się ze mną nie zgodziła.

Ellie zacisnęła usta.

– To właśnie taka zbyt swobodna uwaga, o jakiej mówiłam. Wiem, że nie powinnam się tym przejmować, ale obchodzi mnie, co ludzie o mnie pomyślą, zwłaszcza że będę tu mieszkać do końca życia.

– Naprawdę? – spytał. – Jakie to smutne!

– Nie jest pan wcale zabawny.

– Nie miałem takiego zamiaru.

Ellie westchnęła zniecierpliwiona.

– Niech pan się postara zachowywać przyzwoicie, kiedyś dotrzemy do Bellfield, proszę.

Charles mocniej oparł się na łasce i dwornie się ukłonił.

– Staram się nigdy nie rozczarować kobiety.

– Niech pan przestanie! – krzyknęła, łapiąc go za łokieć i pomagając mu się wyprostować. – Znów się pan przewróci.

– Panno Lyndon, widzę, że zaczyna pani naprawdę się o mnie troszczyć.

Ellie w odpowiedzi burknęła coś, co ani trochę nie przystoi damie, i z dłońmi zaciśniętymi w pięści ruszyła w stronę miasteczka. Charles, kuśtykając, sunął za nią, nie przestawał się przy tym uśmiechać. Ellie jednak maszerowała o wiele szybciej i dystans między nimi stale się powiększał. W końcu Charles zmuszony był ją zawołać.



8 из 275