
Gdyby jeszcze nie to trudne do określenia, nieprzyjemne wrażenie, że zagraża mu coś nowego, czego nie znalazł ani w Dolinie, ani w Lipowej Alei.
Musi wyjść.
Strażnik – Tengel na jego wspomnienie prychnął pogardliwie – dopiero co tu zaglądał na swą zwyczajową inspekcję, W najbliższym czasie nie wróci.
Tengel Zły usiadł bez żadnych trudności. To naprawdę obiecujące.
Zdawał sobie jednak sprawę, że nie odzyskał jeszcze pełni sił. Sygnał, nie dokończony, poszarpany, odegrano na niewłaściwym instrumencie.
No cóż, i tak zbliżało go to do zwycięstwa. Kłopot jedynie, jak zdoła ukryć się przed Wędrowcem i tą przeklętą kobietą, która nosi przy sobie naczynko ze straszną jasną wodą. Ach, jakże jej nienawidził! Taka nic nie warta dziewucha, i ośmieliła się wyruszyć w podróż przez groty, prowadzące do źródeł życia, a nawet dotarła do samego końca! Nie mógł tego pojąć, nie potrafił zrozumieć, jak mogło do tego dojść! Pogrążony w głębokim śnie zorientował się, jakie niebezpieczeństwo mu grozi, dopiero wtedy, gdy było już za późno.
To ona właśnie – Shira, takie, zdaje się, imię nosiła, stała się jego najpotężniejszym wrogiem.
Chyba że było ich więcej… Czuł się bardzo niepewnie, drżał ze strachu przed owym nieznanym, który krył się wśród Ludzi Lodu. To on właśnie raz po raz niweczył jego plany. Ale ten człowiek musiał już nie żyć, na jego miejsce przyszedł ktoś inny. Wielkie niebezpieczeństwo. I jeszcze jedno, choć jakby mniejsze.
Burknął coś, owładnięty bezsilnym gniewem. Ukrywają przed nim kogoś, jednego, a może wielu, jeszcze mu za to zapłacą! Zniszczy każdego z nich, zadręczy powoli, zadając straszliwe męki…
Tengel Zły wstał i ruszył korytarzami. W olbrzymich grotach Postojny panowała cisza, wszyscy turyści już stąd odeszli.
Postawił sobie za cel jak najszybsze dotarcie do Lipowej Alei. Wkrótce jednak się zorientował, że nie osiągnął pełni sił i to będzie stanowić przeszkodę. Ale jego moc i tak była potężna, ruszał więc w drogę bez strachu. Unosząc się lekko nad ziemią, posuwał się naprzód w dość szybkim tempie.
