
Ogarnięta wściekłością nieludzka siła powaliła kobziarza na ziemię. Mac stracił przytomność, tak silny otrzymał cios.
Kiedy się ocknął, nie pamiętał, że cokolwiek się wydarzyło.
Ale Tengel Zły się obudził. Ukryty w głębokiej jamie, w grotach Postojny w Jugosławii, zaczął zbierać siły.
Co za niedołęga odegrał fragmenty jego sygnału! W dodatku na niewłaściwym instrumencie! Dlaczego nie posłużył się fletem, skoro tak należało uczynić? Dureń! Wszyscy ludzie to durnie!
Dlaczego, dlaczego nikt nie mógł zrobić tego porządnie? Znów nie obudził się do końca, co prawda bardziej niż poprzednio, ale nie dostatecznie. W takim stanie nie mógł jeszcze zapanować nad światem.
A może mógł?
Czegoś, w każdym razie, na pewno zdoła dokonać.
Jego wyczulone zmysły zaczęły poszukiwać impulsów.
Ludzie Lodu?
Myśli Tengela Złego powędrowały do Lipowej Alei.
Tam panował spokój. Tengel wyczuwał obecność Benedikte, ale ona była już stara i tak idiotycznie dobra. Nią nie musiał się przejmować. Ale…
Zaczął jakby węszyć w powietrzu. Wyczuwał coś nowego. Kolejny dotknięty? Może… może nawet nie jeden?
Niebezpieczeństwo! Niebezpieczeństwo! sygnalizowały rozedrgane zmysły.
Lecz nie, w Lipowej Alei nic mu nie zagraża, jedynie coś w atmosferze tego miejsca podpowiadało mu, że kryją przed nim jakąś tajemnicę.
Tengela Złego ogarnął gniew. Co takiego przed nim ukrywają? Albo koga?
Na pewno się tego dowie.
Musi tam wyruszyć, natychmiast.
Dolina Ludzi Lodu?
Jego myśli powędrowały dalej, na północ. Odnalazły Dolinę.
Nie, tu panował spokój, zresztą wiedział to już wcześniej, bo nawet kiedy leżał pogrążany we śnie, kierował tam swe myśli i wszystko zastawał w porządku.
Pewnie po tak wielu nieudanych próbach zrezygnowali z dotarcia do Doliny. Przypuszczał, że nie musi się już obawiać Ludzi Lodu, swych własnych potomków, którzy ośmielili się go zdradzić.
