Poczuł, jak lornetka wyślizguje mu się z palców i oparł głowę o fotel. To beznadziejne. Znalezienie Jane wśród tych wszystkich ludzi…

Drugi pilot odwrócił się w fotelu i zaczął stukać w przezroczyste przepierzenie.

— Co? — wrzasnął Dan.

Nie próbując nawet przekrzykiwać ryku silników, drugi pilot wskazał na słuchawkę w hełmie. Dan zrozumiał i podniósł słuchawki, które rzucił na podłogę. Spryskał je środkiem antybak-teryjnym, kiedy je dostał, teraz jednak powtórzył operację.

Nałożył je na głowę i usłyszał metaliczny, pełen trzasków głos spikera wiadomości:

— …bez wątpienia zidentyfikowane jako zwłoki Jane Scanwell. Była pani prezydent, dziwacznym zrządzeniem losu została znaleziona na Wyspie Prezydenta, gdzie najprawdopodobniej próbowała pomóc rodzinie uchodźców uciec przed wzbierającymi wodami Missisipi. Ich łódź przewróciła się, została porwana przez nurt i roztrzaskała się o wystające z wody drzewa.

— Jane Scanwell, pięćdziesiąta druga prezydent Stanów Zjednoczonych, zginęła, próbując ratować poszkodowanych wskutek powodzi i trzęsienia ziemi na gruzach Memphis, stan Tennessee.

La Guaira

W Wenezueli też padało, gdy Dan Randolph wreszcie dotarł do swojego biura. Kolejny huragan szalał po Karaibach, pustosząc Barbados i Wyspy Zawietrzne, zrzucając dwadzieścia pięć centymetrów wody na La Guaira i Caracas, na kontynent, a miało być jeszcze więcej.

Dan usiadł za wielkim, pustym biurkiem, mając nadal na sobie pomięte spodnie i sweter, w których przyleciał ze Stanów. W biurze pachniało mchem i pleśnią z powodu niekończącego się deszczu, mimo działającej klimatyzacji. Nie miał już filtrów w nosie; powietrze w jego biurze było rutynowo filtrowane i poddawane działaniu lamp ultrafioletowych.



4 из 328