
Chłopak sprawiał wrażenie wstrząśniętego.
— Może wyszedłem z koszar później. Albo zrobiłem najpierw kilka okrążeń na boisku…
— Może, może… — March pokiwał ze smutkiem głową. — Wszystko to można sprawdzić i ostrzegam cię: znajdziesz się w poważnych tarapatach, jeśli to ja będę musiał odkryć prawdę i opowiedzieć ci ją, a nie odwrotnie. Jesteś homoseksualistą, tak?
— Herr Sturmbannführer! Na litość boską… March położył mu ręce na ramionach.
— Nie obchodzi mnie to. Być może biegasz codziennie sam, żeby spędzić w Grunewaldzie dwadzieścia minut z jakimś facetem. To twoja sprawa. W moim kodeksie to nie jest zbrodnia. Mnie interesuje tylko topielec. Widziałeś coś? Co naprawdę robiłeś?
Jost potrząsnął głową.
— Nic, przysięgam. — W jego jasnych, szeroko otwartych oczach gromadziły się łzy.
— Doskonale — powiedział puszczając go March. — Zaczekaj na dole. Załatwię jakiś transport. Odwiozą cię z powrotem do Schlachtensee. — Otworzył drzwi. — Pamiętaj, co ci powiedziałem: lepiej, żebyś wyjawił mi prawdę już teraz, niż żebym musiał szukać jej na własną rękę później.
Jost zawahał się i przez moment Xavier myślał, że pęknie, ale sekundę później za chłopakiem zamknęły się drzwi.
March zadzwonił do podziemnego garażu i zamówił samochód, a potem odłożył słuchawkę i przez chwilę gapił się przez brudne okno na sąsiedni budynek. Po czarnych błyszczących cegłach lała się woda z wyższych pięter. Czy nie był zbyt ostry wobec tego chłopca? Możliwe. Ale czasami prawdy można się dowiedzieć tylko atakując z zasadzki, podczas niespodziewanego natarcia. Czy Jost kłamał? Z całą pewnością. Ale jeśli był rzeczywiście pederastą, trudno było oczekiwać, żeby się do tego przyznał: delikwenci przyłapani na postępowaniu „sprzecznym ze zbiorową moralnością” wędrowali prosto do obozów pracy. Aresztowanych za homoseksualizm esesmanów wysyłano do karnych batalionów na froncie wschodnim; wracali stamtąd nieliczni.
