
Gdzie popełnili błąd? Nie winił Klary. Ona się nie zmieniła. Zawsze była silną kobietą, pragnącą w życiu paru prostych rzeczy: domu, rodziny, przyjaciół, akceptacji. Zmienił się on, Xavier. Po dziesięciu latach służby w marynarce i dwunastu miesiącach niemal totalnej izolacji zszedł na ląd, którego prawie nie poznawał. Chodząc do pracy, oglądając telewizję, popijając z przyjaciółmi piwo, nawet — niech Bóg mu wybaczy — śpiąc obok własnej żony, wyobrażał sobie często, że wciąż jest na pokładzie U-Boota: płynie pod powierzchnią codziennego życia, samotny i czujny.
O dwunastej odebrał Pilego z domu Klary — bungalowu stojącego w ponurym powojennym osiedlu mieszkaniowym Lichtenrade, na południowych obrzeżach miasta. Zaparkował na ulicy, zatrąbił dwa razy i zobaczył, jak uchylają się na chwilę zasłony w salonie. To był rytuał, który ukształtował się za ich milczącą zgodą w ciągu pięciu lat, jakie upłynęły od rozwodu — sposób na uniknięcie kłopotliwych spotkań. Odprawiali go, jeśli pozwalały na to inne obowiązki, co trzy tygodnie, w niedzielę, na mocy ściśle ustalonych przepisów kodeksu rodzinnego. Rzadko kiedy oglądał syna we wtorek, ale trwały właśnie szkolne ferie; od roku 1959 zamiast na Wielkanoc dawano uczniom wolny tydzień przed urodzinami Führera.
Drzwi otworzyły się i pojawił się w nich Pili. Przypominał wypchniętego na scenę wbrew własnej woli, stremowanego dziecinnego aktora. Ubrany w nowy mundurek Deutsches Jungvolk — czarną jak smoła koszulę i ciemnoniebieskie szorty — wdrapał się, nie mówiąc ani słowa, na siedzenie. March uścisnął go niezgrabnie.
