
Wielkie jak domy pociągi wyruszały stąd po szerokich torach w stronę wysuniętych na wschód placówek imperium — do Gotenlandu (przedtem Krym), do Theoderichshafen (przedtem Sewastopol); do Generalkommissariatu Taurydy i jego stolicy Melitopolu; na Wołyń i Podole, do Żytomierza, Kijowa, Nikołajewa, Dniepropietrowska, Charkowa, Rostowa i Saratowa… Terminal nowego świata. Informacje o przyjazdach i odjazdach pociągów przerywane były kilkoma taktami „Uwertury Koriolana”. Przeciskając się przez tłum, March usiłował wziąć Pilego za rękę, ale mały odsunął jego dłoń.
Piętnaście minut trwało, zanim wyjechali samochodem z podziemnego parkingu, kolejne piętnaście, zanim wydostali się z zatłoczonych uliczek otaczających dworzec. Po drodze nie odzywali się ani słowem. Dopiero kiedy zbliżali się do Lichtenrade, syn nagle przerwał milczenie.
— Ty jesteś aspołeczny, prawda? — zapytał.
Tak śmiesznie zabrzmiało to słowo w wargach dziesięciolatka i tak było starannie wymówione, że Xavier o mało nie wybuchnął śmiechem. Typ aspołeczny: w partyjnym języku zaledwie jeden stopień wyżej od zdrajcy. Ktoś, kto nie daje datków na Pomoc Zimową. Nie należy do żadnej z licznych narodowosocjalistycznych organizacji. Do narodowosocjalistycznego związku narciarskiego. Do narodowosocjalistycznego towarzystwa krzewienia kultury fizycznej. Do wielkoniemieckiego narodowosocjalistycznego klubu motorowego. Do narodowosocjalistycznego zrzeszenia policjantów. Któregoś popołudnia natknął się nawet w Lustgarten na paradę, którą zorganizowała narodowosocjalistyczna liga odznaczonych medalem za uratowanie życia.
