
Były to zwłoki starego tęgiego człowieka — zimne, pozbawione włosów i szokująco białe. Z daleka przypominały na pół zatopiony alabastrowy posąg. Usmarowane błotem i zanurzone częściowo w wodzie leżały na plecach z rozrzuconymi szeroko ramionami i odchyloną do tyłu głową. Jedno oko było zamknięte, drugie zezowało ze smutkiem w stronę zaciągniętego chmurami nieba.
— Wasze nazwisko, Unterwachtmeister? — zapytał cichym głosem March, nie odrywając oczu od ciała.
— Ratka, Herr Sturmbannführer.
Obowiązująca w SS ranga Sturmbannführera odpowiadała z grubsza stopniowi majora Wehrmachtu. Ratka, mimo że był zmęczony jak pies i zmoczony do suchej nitki, odnosił się do niego z wielkim szacunkiem. March nie musiał na niego patrzeć, żeby wiedzieć, z jakiego rodzaju człowiekiem ma do czynienia: trzy podania o przeniesienie do Kripo, wszystkie odrzucone; obowiązkowa żona, która urodziła Führerowi futbolową drużynę bachorów; dochód w wysokości dwustu marek miesięcznie. Życie, którego jedynym motorem była nadzieja.
— Bardzo dobrze, Ratka — odezwał się ponownie cichym głosem. — O której godzinie go odkryto?
— Mniej więcej godzinę temu, Herr Sturmbannführer. Kończyła się właśnie nasza zmiana, patrolowaliśmy Nikolassee. Odebraliśmy telefon, absolutne pierwszeństwo. Byliśmy tutaj w ciągu pięciu minut.
— Kto go znalazł?
Unterwachtmeister wskazał kciukiem za siebie.
Młody człowiek w dresie podniósł się z kłody. Nie mógł mieć więcej niż osiemnaście lat. Był ostrzyżony tak krótko, że przez jasnobrązowe włosy prześwitywała różowa skóra czaszki. March zauważył, że chłopak stara się nie patrzeć na ciało.
— Wasze nazwisko?
— SS-Schütze Hermann Jost, Herr Sturmbannführer. — Mówił z akcentem saksońskim; z jego głosu przebijało zdenerwowanie, niepewność, chęć sprawienia dobrego wrażenia. — Z Akademii imienia Seppa Dietricha przy Schlachtensee. — Inspektor znał dobrze ten ośrodek: bezduszne betonowe gmachy wzniesione w latach pięćdziesiątych na południe od Haweli. — Rano prawie zawsze tutaj biegam. Było jeszcze ciemno. Z początku myślałem, że to łabędź — dodał bezradnie.
