
Sam zamarła.
Wpatrywała się w swoje zdjęcie zrobione kilka lat temu. Ktoś je sko¬piował i zniszczył. Rude włosy okalały twarz o wystających kościach policzkowych i ostrym podbródku. Uśmiechała się seksownie i ni~co figlarnie, ale tam, gdzie kiedyś były psotne, zielone oczy o gęstych rzę¬sach, ktoś wykłuł dziury. Na jej brzoskwiniowych ustach widniał czer¬wony napis: ŻAŁUJ ZA GRZECHY.
– O Boże. – Odepchnęła się od biurka ze wstrętem. Przez chwilę nie mogła złapać oddechu.
Usłyszała trzeszczenie na werandzie.
Zupełnie jakby ktoś podglądał ją przez okno i nagle uciekł. Zdawało jej się, że słyszy kroki.
– O nie, nie możesz – powiedziała i gwałtownie obróciła się na krze¬śle. Z trudem dotarła do okna i wyjrzała w ciemną noc. Gwałtowne bi¬cie serca zagłuszało tykanie zegara. Patrzyła przez zaparowane szyby, a automatyczna sekretarka odtwarzała kolejne nagranie.
– Wiem, co zrobiłaś – wyszeptał niski, seksowny, męski głos.
Sam odwróciła się gwałtownie i spojrzała na urządzenie, na którym migotała czerwona lampka.
– Nie ujdzie ci to na sucho. -Głos nie był szorstki. Przeciwnie, był uwodzicielski, prawie pieszczot! iwy, jakby dzwoniący znał ją osobiście. Sam dostała gęsiej skórki. – Zapłacisz za grzechy.
– Ty świnio!
Charon syknął i zeskoczył z parapetu.
Automatyczna sekretarka pisnęła i umilkła. Dom nagle wydał się Sam zaciasny. Ciemne kąty zrobiły się jeszcze bardziej ponure. Czy to tylko wyobrainia, czy naprawdę słyszała kroki na werandzie?
Odetchnęła ki lka razy i podpierając się kulą, sprawdziła zamki w drzwiach i zatrzaski na oknach. To tylko kawał, pomyślała, nic strasznego. Była dość znanym psychologiem. Zapraszała ludzi do rozmowy, po to, by pomagać im w rozwiązywaniu problemów i chciała, by ją poznawali. Jako psycholog radiowy co noc na antenie miała do czynienia z ludzkimi kłopotami i fobia¬mi. Nie pierwszy raz ktoś ją prześladował. I nie ostatni. Zastanawiała się, czy nie zadzwonić na policję, do Davida, lub kogoś ze znajomych, ale nie chciała wyjść na histeryczkę. Szcżególnie we własnych oczach.
