
Przecież była profesjonalistką i doktorem psychologii.
Serce biło jej głośno. Odetchnęła powoli. Jednak będzie musiała za¬dzwonić na policję, czy jej się to podoba, czy nie. Ale nie dziś wieczo¬rem. Jeszcze raz sprawdziła zamki i postanowiła zachować spokój, pójść na górę, poczytać książkę, a rano zastanowić się nad tym, co się stało. Nie było powodu do paniki. Chyba miała rację? Niemożliwe, żeby ktoś' naprawdę chciał ją skrzywdzić?
Żałować za grzechy?
Zapłacić za nie? Jakie grzechy?
Ten facet chciał ją przestraszyć. Chyba o to mu właśnie chodziło.
_ Chodź, stary – zawołała kota. – Idziemy na górę. – To była jej pierwsza noc po powrocie i żaden świr jej nie popsuje.
Rozdział 2
– Moi zdaniem ona udaje – wyszeptała Melba do tine'go i mrugnęła do Sam przyjaźnie, kiedy ta przechodziła koło biurka recepcjonistki w biurze WSLJ przy ulicy Decatur. Szczupła jak osa, z włosami koloru kawy, nieskazitelną cerą i pięknym uśmiechem, który szybko zmieniał się w grymas złości i niezadowolenia, kiedy ktoś próbował ją zignorować, Melba broniła drzwi WSLJ jak wyszkolony rottweiler. Tuż za nią wisiała szklana gablota oświetlona delikatnym światłem, pełna zdjęć znanych ludzi i nagród dla stacji radiowej. Była tam też laleczka voodoo i mały wypchany aligator – pamiątki przypominające wszyst¬kim gościom, że znajdują się w samym centrum Nowego Orleanu.
Sam przewróciła oczami.
– Masz rację• Założyłam to – postukała w gips gumową końcówką kuli – żeby nie musieć pracować i wzbudzić współczucie. Właśnie tak. I dlatego co kilka godzin łykam środki przeciwbólowe. Uwielbiam tak się umartwiać.
