Dzięki temu nie było widać starego, popękanego tynku. Poza tym facet nosił okulary przeciwsłoneczne. Cherie nie mogła zobaczyć jego oczu, ale to było bez znaczenia. Był przystojny i atletycznie zbudowany. Miał mocną kancia¬stą szczękę, prosty nos i wąskie usta, a wokół nich jednodniowy zarost. Ubrany był w ciemną koszulę i czarne dżinsy. Włosy miał gęste i czarne jak smoła. Jeśli z oczami było wszystko w porządku, to facet miał urodę gwiazdora z Hollywood.

Z drugiej strony było w nim coś przerażającego.

Na początku poprosił, żeby zmyła makijaż i na krótkie platynowe włosy założyła rudą perukę. Nie sprzeciwiła się. Nie obchodziło ją, co go podnieca.

Rozpięła haftkę z przodu stanika i czerwona koronkowa bielizna zsu¬nęła się na podłogę.

Mężczyzna nawet nie drgnął. Cały czas pocierał palcami' paciorki tego cholernego różańca.

– Masz jakieś imię? – zapytała.

– Yhm.

– Nie powiesz mi?

– Mów do mnie: ojcze.

– Ojcze jak… do taty… czy – zerknęła na ciemne koraliki, które przesuwał w palcach – jak do księdza?

– Po prostu, ojcze.

– A może ojcze Johnie? – Chciała zażartować, ale mężczyzna nawet się nie uśmiechnął.

Spoważniała.

Pora skończyć z tym, wziąć forsę i pozbyć się go.

Ściągnęła majtki i usiadła na brzegu łóżka, tak, aby mógł ją dobrze widzieć.

Niektórych mężczyzn podniecało oglądanie rozbierającej się kobie¬ty. Byli tacy, którzy tylko patrzyli i nie dotykali jej, gdy pieściła sama siebie, ale ten typ był wyjątkowo zimny i pozbawiony emocji. Budził lęk. Dlaczego nie zdejmował okularów?

– Moglibyśmy się zabawić – zaproponowała, żeby przyspieszyć bieg spraw. Mijała godzina i jak na razie niewiele się wydarzyło. – Tylko ty i ja…

Nie odpowiedział, tylko wyciągnął rękę i rzucił studolarowy bank¬not na nocną szafkę. Głos Sinatry umilkł, kiedy ojciec John przełączył radio. Usłyszała When l Was Seventeen…, potem kilka piknięć, jakieś szczebiotanie i szumy, aż znalazł stację, której szukał – popularne pora¬dy kobiety psychologa. Kiedyś już tego słuchała. Cherie gapiła się na studolarówkę leżącą przy łóżku. Oczy Bena Franklina zostały zamalo¬wane na czarno flamastrem, jakby on też, jak mężczyzna w czarnych okularach, chciał ukryć swoją tożsamość.



2 из 343