– Ojciec zbudował go dla mojej matki. Wiele domów w Montedoro posiada takie małe dziedzińce, aby kobiety i dzieci mogły spędzać tu czas, nie wychodząc na zewnątrz.

– Mężczyzna szanujący tradycję – zauważyła Angie.

– Nie tylko. Tutejsi ludzie nie byli życzliwi matce. W ten sposób ją chronił.

– To niesamowite, jak ten dom jest ukryty. Stojąc przed tamtymi sklepikami, nigdy bym się nie domyśliła, gdzie jest.

– O to właśnie chodzi. Życie na zewnątrz wrze, szczególnie latem, gdy ściągają tu roje turystów. Wszystkie sklepy nastawiają się na zagranicznych gości, a bogate rodziny z Palermo uciekają tutaj przed upałami, chroniąc się w swoich letnich domach. Potem lato przemija i pozostaje tylko miejscowa ludność.

– Jak liczna?

– Mieszka tu około sześciuset osób. Miasto wygląda wtedy jak wymarłe.

– Jak ci ludzie żyją, kiedy turyści wyjadą?

– Wielu pracuje w winnicach, które widziałaś po drodze. Należą do Martellich, a ja nimi zarządzam.

Po raz kolejny zwróciła uwagę na dziwną nutę w jego głosie, gdy mówił o rodzinie Martellich. Jakby sam do niej nie należał.

Gdzieś w głębi domu zadzwonił telefon i Bernardo przeprosił ją na chwilę. Angie, pozostawiona sama sobie, rozejrzała się po dziedzińcu. Nie był tak imponujący jak ogrody Residenzy, lecz jego surowa elegancja robiła duże wrażenie.

Angie usiadła na brzeżku kamiennej fontanny i spojrzała w lustro wody. Tafla odbijała jasny błękit nieba, a tuż za swoim odbiciem Angie ujrzała twarz Bernarda. Przyglądał się jej i była ciekawa, czy zauważył, że ona również widzi go w lustrze wody. Chwilę później jego twarz znikła.

Wysoka kobieta około pięćdziesiątki wyszła z kuchni. Bernardo przedstawił ją jako Stellę, swoją gospodynię. Stella powitała Angie doskonałą angielszczyzną i zaprosiła oboje, by przed obiadem skosztowali wina i przekąsek. Czekały na nich fasolowe placki, ser z ziołami oraz smażone pomidory z mo-zzarellą.



20 из 116