Wjechali przez starą bramę i znaleźli się na stromej brukowanej ulicy. Ludzie z zaciekawieniem przyglądali się przybyszom. Nie ulegało wątpliwości, że Bernardo jest tu wszystkim dobrze znany.

Jechali wolno, gdyż ulica była pełna turystów. W pewnej chwili tuż przed nich wytoczył się z bocznej uliczki kolorowy powóz. Był zaprzężony w dwa muły udekorowane frędzlami i piórami, godne uwagi były także zdobienia samego wozu.

– Czy to jest jeden z tych słynnych sycylijskich malowanych powozów? – zapytała Angie z ożywieniem.

– Zgadza się. Jeden z moich znajomych, Benito, wraz z synem zarabia latem, oferując turystom przejażdżki takim wozem.

Jechali wolno, więc mogła podziwiać do woli ornamentację wozu. Koła, łącznie ze szprychami, pokryto wzorami, zaś boki zdobiły postacie świętych, wojowników oraz smoki.

Gdy dotarli do szczytu, Bernardo skręcił w prawo, w śliczną uliczkę szarych kamiennych domów z żelaznymi balustradami balkonowymi. U jej wylotu znowu skręcił w prawo. Zjeżdżali teraz w dół, w stronę bramy miasta.

– Ale przecież…

– Montedoro zbudowano na planie trójkąta – wyjaśnił, śmiejąc się, Bernardo. – Do domu pojedziemy znów pod górę.

Znaleźli się wreszcie na szczycie, gdzie przy małym placyku przycupnęło kilka butików i kawiarenka z ogródkiem. Jaskrawe markizy ocieniały stoliki. Bernardo zaparkował samochód i poprowadził Angie kolejną wąską uliczką. Było tu tak ciasno, a kamienice tak wysokie, że panował prawie mrok. Kiedy Angie przyzwyczaiła się do ciemności, ujrzała w ścianie przed sobą wąskie drzwi.

– Witaj w moim domu. – Bernardo otworzył przed nią wejście do zaczarowanego świata.

Nie kryła zdziwienia. Spodziewała się ciemnego korytarza, a tymczasem znalazła się na otwartym dziedzińcu. Wzdłuż jego bocznych ścian biegły arkadowe krużganki, a na środku wesoło tryskała fontanna.

– Nie myślałam, to znaczy… nigdy bym nie zgadła, że mieszkasz w takim miejscu.



19 из 116