Przeraźliwy bolesny krzyk przeciął powietrze. Eve nie zdawała sobie sprawy, że krzyczy.

Quinn złapał ją w ostatniej chwili, gdy padała zemdlona na ziemię.

Rozdział pierwszy

Atlanta, Georgia 3 czerwca

Osiem lat później


Wyglądasz jak trup. Już prawie północ. Czy ty nigdy nie śpisz?

Eve podniosła głowę znad komputera. Joe Quinn opierał się o drzwi.

– Jasne, że śpię – powiedziała, zdejmując okulary i przecierając oczy. – Jedna noc nie czyni pracoholika. Czy coś w tym rodzaju. Musiałam sprawdzić pomiary, nim…

– Wiem, wiem.

Joe wszedł do laboratorium i usiadł na krześle przy biurku.

– Dianę mówiła, że odwołałaś wasze spotkanie.

Eve kiwnęła głową z poczuciem winy. Trzeci raz w tym miesiącu odwołała umówione spotkanie z żoną Joego.

– Musiałam przekazać wyniki policji w Chicago. Czekali na nie rodzice Bobby’ego Starnesa.

– Pasowały?

– Prawie. Wiedziałam, że to niemal pewnik, zanim zaczęłam nakładanie. W czaszce brakowało kilku zębów, ale porównanie z kartą dentystyczną dało prawie stuprocentową pewność.


– To dlaczego zwrócili się do ciebie?

– Rodzice nie chcieli uwierzyć. Byłam ich ostatnią nadzieją.

– Klapa.

– Tak, wiem jednak, co to znaczy mieć nadzieję. Kiedy zobaczą, że rysy twarzy Bobby’ego pasują do czaszki, ich czekanie się skończy. Zaakceptują to, że ich dziecko nie żyje, i będą je mogli opłakiwać.

Eve rzuciła okiem na obraz na ekranie komputera. Policja z Chicago dała jej czaszkę i zdjęcie siedmioletniego Bobby’ego. Eve za pomocą specjalnego programu nałożyła twarz Bobby’ego na czaszkę. Tak jak mówiła, wszystko pasowało niemal idealnie. Trudno było bez drżenia serca patrzeć na słodką i tak żywą twarz dziecka na komputerowym ekranie.

– Jedziesz do domu? – spytała zmęczonym głosem.

– Tak.

– I wpadłeś, żeby mnie ochrzanić?



3 из 284