
Nawet tej nocy przed więzieniem, gdy czuła się tak strasznie samotna. Nie chciała przypominać sobie tamtej nocy. Rozpacz i ból nadal paliły jak…
A jednak trzeba pomyśleć. Eve przekonała się, że jedynym sposobem na przetrwanie bólu jest bezpośredni atak.
Fraser nie żyje.
Bonnie zginęła.
Eve zamknęła oczy i pogrążyła się w rozpaczy. Kiedy ból trochę zelżał, otworzyła oczy i podeszła do komputera. Praca pomaga. Bonnie zginęła i może nigdy się nie odnajdzie, ale są inni…
– Znów masz kogoś?
W drzwiach stała Sandra Duncan w piżamie i ulubionym różowym szlafroku z koronką, wpatrując się w czaszkę na półce.
– Słyszałam samochód. Joe mógłby cię zostawić w spokoju.
– Nie chcę spokoju – odparła Eve, siadając za biurkiem. – Nic się nie stało, mamo. To nic pilnego. Wracaj do łóżka.
– Ty też idź spać.
Sandra Duncan podeszła do czaszki.
– Czy to mała dziewczynka? – spytała.
– Dziesięć, jedenaście lat.
– Nigdy jej nie znajdziesz – powiedziała po chwili Sandra. – Bonnie już nie ma. Zrozum to, Eve.
– Zrozumiałam. Wykonuję tylko swoją pracę.
– Gówno prawda.
– Wracaj do łóżka, mamo – powtórzyła Eve z uśmiechem.
– Może ci w czymś pomóc? Chcesz kanapkę?
– Za bardzo szanuję swój żołądek.
– Kiedy ja się naprawdę staram. Nie każdy ma smykałkę do gotowania.
– Masz inne zalety.
– Jestem niezłą reporterką sądową i potrafię wiercić dziury w brzuchu. Idziesz spać, czy mam zaczynać?
– Jeszcze piętnaście minut.
– Na tyle mogę się zgodzić. Ale będę nasłuchiwała, czy idziesz do swego pokoju. Jutro wieczorem nie wracam do domu po pracy – dodała nieśmiało. – Idę na kolację.
Eve spojrzała na nią ze zdumieniem.
– Z kim?
– Z Ronem Fitzgeraldem. Opowiadałam ci o nim. Jest prawnikiem w biurze prokuratora okręgowego. Lubię go – mówiła obronnym tonem. – Potrafi mnie rozśmieszyć.
