
— Jakich surowców? Na przykład? — zapytała. Chłopaczek uczynił niecierpliwy gest dłońmi w czarnych skórzanych rękawiczkach.
— No, podstawowych pierwiastków, takich jak węgiel, wodór, tlen. Cały proces stałby się od razu znacznie czyściejszy.
— Podstawowe pierwiastki też trzeba skądś brać — zwróciłem mu delikatnie uwagę. — Wodór i tlen można wydobywać z powietrza i wody. Ale skąd pan weźmie węgiel?
— Z tych samych związków, z których czerpią je wszystkie fabryki chemiczne. Z węgla kamiennego, ropy naftowej, błonnika…
Blondyneczka opadła z ulgą na oparcie krzesła.
— Wszystko to są substancje organiczne — przypomniała mu. — Jeśli i tak ma pan używać surowców, które kiedyś były żywymi organizmami, to czyż nie lepiej użyć od razu surowca najbardziej zbliżonego od produktu, jaki pan chce wytworzyć? To podstawowa zasada ekonomiki przemysłowej, panie kapitanie, może mi pan wierzyć. Najlepszym i najtańszym surowcem do produkcji żołnierzy zastępczych są ciała poległych żołnierzy.
— Pewnie — powiedział chłopaczek. — To nawet logiczne. Bo co właściwie można zrobić ze starymi, zdezelowanymi ciałami poległych żołnierzy? Lepiej zużyć je niż zakopywać w ziemię, gdzie by się zmarnowały, po prostu zmarnowały.
Nasza jasnowłosa przyjaciółeczka już miała się uśmiechnąć z aprobatą, ale na wszelki wypadek rzuciła jeszcze w jego stronę badawcze spojrzenie i — zmieniła zamiar. Zrobiła nagle bardzo niepewną minę. Skorzystała z tego, że na biurku zabrzęczał przekaźnik i pochyliła się nad nim gorliwie.
Przyglądałem się jej z satysfakcją. Wcale nie taka naiwna. Po prostu kobieca. Westchnąłem. Widzicie, często zdarza mi się pokręcić coś, jeśli chodzi o sprawy nie wojskowe, ale z reguły mylę się tyko co do kobiet. I znowu okazuje się, że jakaś diablo dziwna historia może wyjść człowiekowi na dobre.
