— Spocznij! — zakomenderowałem. Z trzaskiem rozstawili nogi, ręce złożyli z tyłu. Mimo woli zastanowiłem się nad tym.

— Rozejść się!

Rozluźnili nieco ciała. Znów zastanowiłem się nad tym.

— No, chłopcy, siadajcie — powiedziałem. — Musimy się zapoznać.

Opadli na krzesła, a ja wszedłem na katedrę. Lustrowaliśmy się nawzajem. Ich twarze były napięte, skupione. Trudno było z nich coś wyczytać.

Ciekawe, jaką ja miałem minę w tym momencie. Bo muszę przyznać, że mimo wszystkich sesji i przygotowań, ich widok zbił mnie zupełnie z tropu. Tryskało z nich zdrowie moralne i fizyczne, i tężyzna. Ale nie o to chodziło. Bynajmniej nie o to chodziło.

Miałem ochotę wyjść za drzwi i nie zatrzymać się, dopóki nie znajdę poza obrębem tego budynku; a przecież nastawiałem się na to, co zobaczę, już od wczorajszej sesji instruktażowej. Oto przyglądało mi się czterech nieżyjących ludzi. Czterech bardzo sławnych nieżyjących ludzi.

Ten duży, ledwo mieszczący się w krześle, to Roger Grey, który zginął już przeszło rok temu. Rzucił się ze swoim maleńkim ścigaczem w sam dziób eockiego okrętu flagowego i rozłupał go na dwie równiutkie części. Posiadał chyba wszystkie możliwe odznaczenia, nie wyłączając Korony Solarnej. Teraz ma być moim drugim pilotem.

Ten szczupły, nerwowy, z kosmykiem kruczych, gładko przyczesanych włosów, to Wang Hsi. Poległ, osłaniając odwrót na asteroidy po załamaniu się Wielkiej Ofensywy w roku 2143. Według trudnej do uwierzenia, ale zgodnej relacji naocznych świadków jego okręt ział ogniem jeszcze po trzykrotnym śmiertelnym trafieniu przez eocką łupaczkę. Wang posiadł chyba wszystkie możliwe odznaczenia z Koroną Solarną włącznie. Teraz ma być moim mechanikiem.

Ten mały, smagły, to Jussuf Lamehd. Zginął w błahej potyczce w okolicach Tytany, ale w chwili śmierci miał więcej odznaczeń w całych Ziemskich Siłach Zbrojnych. Dwukrotnie dekorowany Koroną Solarną. Teraz ma być moim strzelcem.



17 из 32