No, wszyscy twierdzą, że te najnowsze modele są o całe niebo lepsze. Oby tak było rzeczywiście. Wprawdzie od spiralnika jest jeszcze szczebel do łodzi samobójczej, ale mimo to musi on posiadać załogę naprawdę pierwszorzędną, ażeby miał jakiekolwiek szansę wypełnienia swego szaleńczego zadania, nie mówiąc już o powrocie do bazy. W dodatku na spiralniku jest diablo mało miejsca i cała załoga ustawicznie kisi się razem…

Na korytarzu rozległy się kroki, kroki kilku zbliżających się żołnierzy. Jeszcze moment i ucichły pod drzwiami. Czekali.

Ja też czekałem. Przebiegł mnie dreszcz. Po chwili usłyszałem niepewny szurgot za drzwiami. Mają tremę przed spotkaniem ze mną!

Podszedłem do okna i spojrzałem w dół, na plac, gdzie sędziwi weterani, których umysły i ciała były już zbyt zużyte, żeby nadawały się do regeneracji, uczyli frankensteinów w polowych mundurach posługiwać się w zwartym szyku niedawno wpojonym im odruchami warunkowymi. Przypomniało mi to dawne lata i gimnazjalne boisko, na którym sam odbywałem podobne ćwiczenia. Z dołu dochodziła staroświecka szczekliwa komenda: „Raz, dwa, trzy, cztery. Raz, dwa, trzy, cztery”. Tylko że zamiast „raz” posługiwali się obecnie jakimś innym słowem, które nie bardzo mogłem uchwycić.

Ręce miałem założone na plecach i palcami jednej tak mocno ściskałem przegub drugiej, że dłoń niemal mi zdrętwiała z braku krwi, nim wreszcie usłyszałem, że drzwi się otwierają i cztery pary stóp wkraczają do pokoju. Potem drzwi się zamknęły i cztery pary stóp z trzaskiem obcasów stanęły na baczność.

Obróciłem się.

Czterej salutujący żołnierze. „No, co z tobą, u licha ciężkiego” — powiedziałem sobie. „Jesteś ich dowódcą, więc chyba nic dziwnego, że ci salutują”. Zasalutowałem i cztery ręce opadły sprężyście w dół.



16 из 32