Drugi wzgląd był chyba jeszcze istotniejszy, choć nie tak oczywisty. Oficer prowadzący wczorajszą sesję instruktażową długo rozwodził się o pewnej niejasnej, można nawet powiedzieć, zabobonnej nadziei, że jeśli dostatecznie dokładnie odtworzy się rysy, muskulaturę, przemianę materii, wreszcie najdrobniejsze załomki kory mózgowej bohatera, być może otrzyma się nowego bohatera. Oczywiście, trudno oczekiwać, że uda się powtórzyć całą pierworodną osobowość — bądź co bądź jest ona produktem długoletnich wpływów określonego otoczenia i dziesiątków innych złożonych czynników — biotechnicy uważają jednak za zupełnie nie wykluczone, że jakaś cząstka inteligencji i męstwa uwarunkowana jest samą strukturą fizyczną…

No, odetchnąłem, dobrze, że chociaż nie mają wyglądu frankensteinów!

Pod wpływem nagłego impulsu wyjąłem z kieszeni zwitek papierów zawierających nasze rozkazy, przez chwilę udawałem, że je przeglądam, po czym nagle wypuściłem je z rąk. Rozpostarte papiery zawirowały przede mną, ale nie upadły na ziemię, bo Roger Grey w porę wyciągnął dłoń i schwycił je w powietrzu. Podał mi je z tą samą niedbałością i precyzją ruchów. Wziąłem, jeszcze bardziej podniesiony na duchu. Tak poruszał się prawdziwy Roger Grey. Lubię takie ruchy u pilota.

— Dziękuję — powiedziałem.

Skinął w odpowiedzi głową.

Zlustrowałem z kolei Jussufa Lamehda. Tak, i on miał to w sobie. To coś, co nieomylnie charakteryzuje wyborowego strzelca. Trudno to opisać, ale już nieraz przekonałem się, że widać to na pierwszy rzut oka. Wchodzi człowiek do baru w jakiejś miejscowości wypoczynkowej na Erosie i wśród pięciu lotników z załogi spiralnika skupionych wokół stołu od razu potrafi wskazać tego, który jest strzelcem.



19 из 32