
Z astogatorami i mechanikami sprawa ma się inaczej.
Trzeba ich zobaczyć w warunkach bojowych, żeby należycie ocenić ich sprawność. Ale mimo to podobała mi się pewność siebie i spokój, z jakim Wang Hsi i Weinstein poddawali się lustracji. I oni przypadli mi do gustu.
Poczułem, jak stukilowy ciężar spada mi z serca. Po raz pierwszy od wielu dni doznałem ulgi. Gniotki czy nie gniotki, podobała mi się moja nowa załoga. W takim zespole damy radę.
Postanowiłem im to powiedzieć.
— Chłopcy — zacząłem — myślę, że będzie nam dobrze ze sobą. I myślę, że stworzymy razem pierwszorzędną załogę. Chciałbym, żebyście uważali mnie za…
Urwałem. Ten chłodny, lekko drwiący wyraz w ich oczach. I jak na siebie spojrzeli, kiedy im powiedziałem, że będzie nam dobrze ze sobą. Jak na siebie spojrzeli i jak rozdęli nozdrza. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że żaden z nich nie odezwał się słowem od momentu, kiedy weszli. Patrzą tylko przez cały czas na mnie, i to niezbyt przyjaznym wzrokiem.
Urwałem i pozwoliłem sobie na głębokie westchnięcie. Po raz pierwszy zaświtało mi, że to, co mnie tak dręczyło, to tylko jedna strona medalu, i to zdaje się wcale nie ta najważniejsza. Przez cały czas myślałem tylko o sobie. Jakie na mnie zrobią wrażenie i czy będę w stanie znieść ich jako towarzyszy podróży? Byli dla mnie w końcu gniotkami. I nawet nie przyszło mi do głowy zastanawiać się, jakie ja na nich wywrę wrażenie. Aż nagle okazuje się, że najwidoczniej to oni mają coś przeciwko mnie.
