
Przez chwilę panowała cisza, po czym z mojej piersi wydobył się głuchy głos:
— A dlaczego uważacie, że nie jesteście mężczyznami?
Wang Hsi popatrzył na mnie z niedowierzaniem, ale odpowiedział tym samym spokojnym, cichym tonem.
— Wie pan dobrze, dlaczego. Przecież pokazywali panu nasze karty rejestracyjne. Nie jesteśmy mężczyznami, prawdziwymi mężczyznami, dlatego że jesteśmy bezpłodni.
Siłą woli zmusiłem się, żeby usiąść na powrót, i starannie ułożyłem na kolanach trzęsące się ręce.
— Jesteśmy bezpłodni — usłyszałem Jussufa Lamehda — bezpłodni jak kastraci.
— Tysiące ludzi jest bezpłodnych — zacząłem — a mimo to…
— Tu nie chodzi o tysiące — wmieszał się Weinstein.
— Chodzi o nas wszystkich, wszystkich.
— Gniotkiem powstałeś — mruknął się Wang Hsi — i gniotkiem umrzesz. Mogliby dać szansę przynajmniej niektórym z nas. Nasze dzieci wcale nie musiałyby być takie najgorsze.
Roger Grey uderzył swą wielką dłonią o poręcz krzesła.
— Właśnie o to chodzi, Wang — powiedział z nienawiścią. — Nasze dzieci mogłyby się okazać zupełnie dobre, —za dobre. Mogłyby okazać się lepsze od ich dzieci i co wtedy stało by się z naszymi nietykalnymi, niezastąpionymi realami?
Siedziałem wpatrując się w nich, ale teraz miałem przed oczyma inny obraz. Nie prześladowały mnie już powolne taśmy montażowe z ludzkimi tkankami i całymi organami ani pochyleni nad nimi w skupieniu biotechnicy. Nie prześladowała mnie wielka hala pełna gotowych męskich ciał, zawieszonych w płynnej pożywce i podłączonych do maszyn edukacyjnych, które dzień i noc z monotonnym klekotem wpajały minimum wiedzy, niezbędne, aby te istoty mogły zastąpić ludzi tam, gdzie toczą się najkrwawsze walki.
