Rozejrzał się, szukając śladów wskazujących na to, że pokojówka zaglądała do szafy. Ale druga para butów była na swoim miejscu, dokładnie tak, jak ją zostawił: jeden but odrobinę cofnięty, a żaden nie dotykał stojącej w rogu starej, czarnej walizki z podwójnym zatrzaskiem.

Zamknąwszy drzwi do pokoju na klucz, położył torby z zakupami na łóżku. Z niebywałą ostrożnością wyciągnął z szafy walizkę, otworzył i dokładnie sprawdził zawartość: zdjęcia, proch, zegar, kable, bezpieczniki, nóż myśliwski i rewolwer. Zadowolony, zamknął ją i po chwili opuścił pokój, zabierając walizkę i torby. Tym razem ruszył do podziemnego pasażu i dotarł na stację Grand Central. Poranna godzina szczytu minęła, ale na dworcu nadal panował ruch.

Mężczyzna skierował się na opustoszały peron, z którego odjeżdżały pociągi do Mount Vernon. Przez najbliższe osiemnaście minut nie odchodził żaden, więc rozejrzawszy się wokół, przybyły upewnił się, że strażnik nie patrzy w jego kierunku. Szybko zbiegł po schodach prowadzących na peron, który rozciągał się w kształcie litery U wokół zakończenia torów. Pośpiesznie je okrążył, dotarł do rampy i zszedł do przejścia podziemnego. Wyżej dworzec wypełniała bieganina tysięcy przybywających do miasta i opuszczających je podróżnych. Tutaj łomotała pneumatyczna pompa, szumiały wentylatory, a posadzka była wilgotna od stale kapiącej wody. Wygłodzone bezpańskie koty przemykały pobliskim tunelem pod aleją. Z pętli docierał stłumiony odgłos kół zgrzytających o szyny.

Mężczyzna dotarł do stromych, żelaznych schodów. Pośpiesznie, ale bardzo cicho wszedł po metalowych stopniach. Od czasu do czasu strażnik zapuszczał się w ten rejon. Oświetlenie było co prawda marne, ale mimo to… Mężczyzna ostrożnie postawił walizkę i torby na niewielkiej platformie, na wprost której znajdowały się ciężkie, metalowe drzwi. Odszukał w portfelu klucz. Szybko, nerwowo włożył go do zamka i przekręcił. Otworzył drzwi.



11 из 191