
Czas. Wszystko wymaga czasu. Steve westchnął, odwrócił się w stronę biurka i sięgnął po wstępniak, nad którym pracował poprzedniej nocy.
3
Mężczyzna z pokoju 932 opuścił hotel Biltmore o dziewiątej trzydzieści rano. Skorzystał z drzwi wychodzących na ulicę Czterdziestą Czwartą i skierował się w stronę Drugiej Alei. Ostry, dmuchający śniegiem wiatr poganiał przechodniów, sprawiając, że kurczyli się i wciskali szyje w podniesione kołnierze.
Mężczyzna był zadowolony. W taką pogodę ludzie nie zaprzątają sobie głowy tym, co robią inni.
Jego pierwszym celem był sklep z używanymi rzeczami. Nie zwracając uwagi na autobusy, kursujące co parę minut, przeszedł piechotą czternaście przecznic. Chciał zachować dobrą kondycję, a marsz to doskonałe ćwiczenie.
W sklepie nie zastał nikogo poza sprzedawczynią, pogrążoną w lekturze porannej gazety.
– Czy życzy pan sobie coś specjalnego? – spytała.
– Nie. Tak tylko się rozglądam.
Dostrzegł wieszak z damskimi okryciami i podszedł do niego. Przebierając w zniszczonej odzieży, wybrał długi ciemnoszary, wełniany płaszcz. Sharon, jak pamiętał, była dość wysoka. Obok wieszaka stał pojemnik z chustkami. Mężczyzna sięgnął po największą – bladoniebieską.
Kobieta włożyła wybrane przez niego rzeczy do plastikowej torby. Następny był sklep ze sprzętem turystycznym. Tu kupił wielki, płócienny worek żeglarski. Wybrał go starannie, upewniając się, że jest wystarczająco długi, by pomieścić chłopca, dość sztywny, by trudno było rozpoznać, co zawiera, i odpowiednio szeroki, by pomieścił wystarczającą ilość powietrza.
U Woolwortha przy Pierwszej Alei mężczyzna kupił sześć rolek szerokiego bandaża i dwa duże zwoje mocnego sznurka. Z zakupami wrócił do hotelu Biltmore. Łóżko w jego pokoju było pościelone, a w łazience leżały świeże ręczniki,
