
Pod koniec zebrania wydawca, Bradley Robertson, powiedział:
– Myślę, że możemy wszyscy być dumni z tego, co usłyszeliśmy. Pracujemy ciężko od trzech lat i mamy efekty naszych wysiłków. Nie jest dziś łatwo wprowadzić na rynek nowe czasopismo. Według mnie twórcze kierownictwo Steve’a Petersona było czynnikiem decydującym o naszym sukcesie.
Po zebraniu Steve zjeżdżał windą w towarzystwie Robertsona.
– Jeszcze raz dziękuję, Brad – powiedział. – To było bardzo miłe z twojej strony.
Starszy mężczyzna wzruszył ramionami.
– Po prostu uczciwe. Wiem, że to nie jest dla ciebie łatwe. Ale udało nam się, Steve. Wkrótce będziemy mogli zacząć zarabiać godziwe pieniądze. Chyba już najwyższy czas.
Steve wykrzywił usta w niewesołym uśmiechu.
– Tak. Masz rację. To nie było łatwe.
Drzwi windy otworzyły się w głównym holu.
– Dobranoc, Brad. Bardzo się spieszę, chciałbym zdążyć na pociąg o wpół do ósmej.
– Poczekaj moment, Steve. Widziałem cię dziś rano w dzienniku. Uważam, że byłeś doskonały, Sharon również. Osobiście przyznaję, że podzielam jej zdanie.
– Jak wielu ludzi.
– Lubię ją, Steve. Jest bardzo inteligentna. I cholernie atrakcyjna. To prawdziwa dama.
– Zgadzam się z tobą.
– Steve, wiem, jak wiele przeszedłeś w ciągu ostatnich dwóch lat. Nie chcę się wtrącać, ale Sharon byłaby dobra dla ciebie i Neila. Nie pozwól, żeby jakieś sprawy, choćby nie wiem jak istotne, was rozdzieliły.
– Modlę się, aby do tego nie doszło – odrzekł spokojnie Peterson. – Teraz przynajmniej będę mógł zaoferować Sharon coś więcej niż ubogiego faceta z dzieckiem.
– Będzie szczęściarą, dostając was obu, ciebie i Neila. Chodź, mam tu samochód, podrzucę cię do Grand Central.
– Świetnie. Sharon jest u mnie i chcę jak najszybciej być w domu.
Limuzyna Bradleya czekała przy wyjściu. Gdy tylko wsiedli, kierowca zaczął sprawnie manewrować w śródmiejskim ruchu.
