
Nie. Sharon zadzwoniłaby, gdyby zmieniła zdanie. Przypuśćmy, że Neil miał atak astmy i odwieziono go do szpitala… Nie byłoby to zaskoczeniem, jeśli chłopiec usłyszał w szkole o egzekucji Thompsona. Neil ostatnio częściej miewał nocne koszmary.
Była siódma dwadzieścia dziewięć, pociąg odjeżdżał za minutę. Jeśli spróbuje zadzwonić do lekarza albo do Perrych, spóźni się i będzie musiał czekać czterdzieści pięć minut na następny. Może są jakieś problemy z połączeniem z powodu burzy?
Steve już zaczął wykręcać numer telefonu Perrych, lecz się rozmyślił. Odwiesił słuchawkę i pobiegł na peron. Drzwi pociągu już się zamykały, ale zdążył jeszcze do niego wskoczyć.
W tym samym momencie obok budki telefonicznej, którą właśnie opuścił, przeszedł mężczyzna, prowadząc pod rękę kobietę. Miała na sobie długi, szary płaszcz i niebieską chustkę na głowie. Nieznajomy niósł ciężki, płócienny worek żeglarski.
9
Sharon wpatrywała się to w silną dłoń trzymającą pistolet, to w oczy omiatające ściany korytarza, pokój gościnny, schody prowadzące na piętro, a także ją samą.
– Czego chcesz? – wyszeptała. Pod zgiętym w łokciu ramieniem wyczuwała drżące ciało Neila. Objęła go silniej, przytulając do siebie.
– Ty jesteś Sharon Martin. – To było stwierdzenie. Głos brzmiał monotonnie i beznamiętnie.
Sharon poczuła pulsującą grudę w gardle. Spróbowała ją przełknąć.
– Czego chcesz? – ponowiła pytanie. Usłyszała ciche, przeciągłe świszczenie w oddechu Neila, zapewne przerażenie wywołało kolejny atak astmy. Postanowiła nie stawiać oporu.
– Mam około dziewięćdziesięciu dolarów w portfelu…
– Zamknij się!
Każde jednostajnie wypowiedziane słowo przeszywało ją dreszczem. Nieznajomy rzucił na podłogę worek – duży, płócienny, taki, jakich używają marynarze. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej kłębek mocnego sznurka i zwinięty szeroki bandaż. Rzucił to w jej kierunku.
