
– Zasłoń oczy chłopakowi i zwiąż go – rozkazał.
– Nie! Nie zrobię tego.
– Radzę ci!
Sharon spojrzała na Neila. Wpatrywał się w mężczyznę szeroko otwartymi, zamglonymi oczyma. Wiedziała, że chłopiec od śmierci matki jest w głębokim szoku.
– Neil… – W jaki sposób może mu pomóc, jak go uspokoić?
– Siadaj.
Krótkie polecenie skierowane było do Neila. Chłopiec zerknął błagalnie na Sharon, a potem posłusznie usiadł na najniższym schodku. Przyklęknęła przy nim.
– Neil, nie bój się, jestem przy tobie.
Drżącymi rękami niezdarnie rozwinęła bandaż i owinąwszy go wokół oczu chłopca, zawiązała z tyłu jego głowy.
Podniosła oczy. Intruz wpatrywał się w Neila. Pistolet wycelowany był w chłopca, usłyszała trzask. Przyciągnęła synka Steve’a do siebie i zasłoniła własnym ciałem.
– Nie, proszę, nie!
Mężczyzna spojrzał na nią i powoli opuścił broń. Mógł zabić chłopca, pomyślała. Był gotowy go zabić.
– Zwiąż chłopca, Sharon. – W jego głosie zabrzmiała poufałość.
Posłuchała i drżącymi dłońmi, zmagając się ze sznurkiem, związała nadgarstki Neila, uważając, by nie zrobić tego zbyt mocno. Potem uścisnęła dłonie chłopca.
Nieznajomy wyciągnął nóż i obciął koniec sznurka.
– Dalej, teraz nogi!
Wyczuła determinację w jego głosie i pośpiesznie wykonała polecenie. Kolana chłopca dygotały tak bardzo, że sznurek kilka razy wymykał jej się z rąk. W końcu jednak udało jej się skrępować kostki Neila.
– Zaknebluj go!
– Udusi się. Ma astmę…
Słowa sprzeciwu zamarły jej na ustach. Twarz mężczyzny zmieniła się nagle, stała się bledsza, bardziej napięta. Sharon była bliska paniki.
Przerażona, zatkała chłopcu usta, zostawiając odrobinę luzu. Żeby tylko Neil nie zaczął się szamotać…
Silna dłoń odepchnęła ją od dziecka i Sharon upadła na podłogę. Mężczyzna pochylił się, kolanem przycisnął jej plecy i wykręcił do tyłu ręce. Poczuła sznurek wrzynający się w nadgarstki. Chciała zaprotestować, lecz w tej samej chwili napastnik wetknął jej w usta kłąb szmat i przewiązał je bandażem.
