Nagle poczuła ukłucie w bok i pochyliła głowę. Nieznajomy trzymał nóż.

– Jeśli pojedzie za nami, zginiesz – oświadczył. – Zostanie mi jeszcze dość czasu na chłopaka. – Lodowaty ton jego głosu nie pozostawiał żadnych wątpliwości.

Radiowóz znajdował się teraz bezpośrednio za nimi, zapaliło się ostrzegawcze światło i zawyła syrena.

– Nie, proszę, nie…

Samochód minął ich w pędzie i po chwili zniknął między budynkami.

Skręcili w lewo i znaleźli się na Czterdziestej Czwartej.

Dokąd ich zabiera? Czterdziesta Czwarta jest przecież ślepą ulicą. Na jej końcu znajdowała się stacja Grand Central. Czy porywacz tego nie wiedział?

Mężczyzna podjechał do skrzyżowania Vanderbilt Avenue. Zaparkował niedaleko wejścia do hotelu Biltmore, dokładnie naprzeciw stacji.

– Wysiadamy – powiedział niskim głosem. – Idziemy na dworzec. Ruszaj za mną i nie próbuj żadnych sztuczek. Będę niósł worek i jeśli tylko ktoś zwróci na nas uwagę, chłopak dostanie nożem. – Spojrzał na Sharon, jego oczy zalśniły, znów pulsował mu mięsień na policzku. – Zrozumiałaś?

Skinęła głową. Czy Neil go usłyszał?

– Czekaj chwilę. – Przyjrzał się jej i sięgnął do schowka na rękawiczki, z którego wyciągnął ciemne okulary. – Włóż je.

Otworzył drzwi, rozejrzał się wokoło i pośpiesznie wysiadł. Ulica była zupełnie pusta, w pobliżu stał tylko rząd zaparkowanych taksówek. Nikt ich nie widział, nikogo nie obchodzili…

Chce nas zabrać do pociągu, pomyślała Sharon, będziemy daleko stąd, zanim ktoś zechce nas poszukać! Poczuła piekący ból w lewej dłoni. Pierścionek! Stary pierścionek z kamieniem księżycowym, gwiazdkowy prezent od Steve’a. Musiał się przekręcić, kiedy była związana, i misterna złota oprawa kamienia skaleczyła ją w palec. Prawie nie myśląc, zsunęła pierścionek z palca. Miała akurat tyle czasu, by wcisnąć go w tapicerkę siedzenia, gdy samochód się zatrzymywał.



39 из 191