Twarz Hugh stężała. Osobnicy zdolni do czegoś takiego powinni być zamykani na zawsze.

Ale nie zabijani. Hugh sięgnął po płaszcz. To była jedna z przyczyn jego dzisiejszego przygnębienia. Dzieciak Thompsonów. Nie mógł przestać myśleć o nim i o sprawie Petersona sprzed dwóch lat. Hugh prowadził wówczas śledztwo. Wraz ze swoim oddziałem śledził Thompsona aż do motelu w Wirginii, gdzie go wreszcie dopadli.

Ten dzieciak uparcie zaprzeczał faktom. Nawet wtedy, gdy wiedział, że jedyną szansą, aby ratować skórę, jest zdanie się na litość sądu, nadal wypierał się popełnienia morderstwa.

Hugh wzruszył ramionami. Nic nie mógł na to poradzić, tego był pewien. Pojutrze Ronald Thompson zostanie stracony na krześle elektrycznym. Hugh przeszedł przez hol i wcisnął guzik windy. Był naprawdę śmiertelnie zmęczony.

Pół minuty później winda zatrzymała się na jego piętrze. Drzwi się rozsunęły. Wszedł i nacisnął guzik parteru.

Usłyszał, że ktoś woła jego imię. Odruchowo wyciągnął rękę i przytrzymał drzwi, aby się nie zamknęły. Hank Lamont, jeden z młodszych agentów, dobiegł do windy i chwycił go za rękę.

– Hugh! – Brakowało mu oddechu. – Dzwoni Steve Peterson… Wiesz… Mąż Niny Peterson…

– Wiem, kto to – przerwał Hugh. – Czego chce?

– Chodzi o jego syna… Mówi, że jego syn i ta pisarka, Sharon Martin, zostali porwani.

17

– Kto zrobił te zdjęcia? – Głos Sharon drżał ze strachu.

Mężczyzna zacisnął mocno wargi, nerwowy tik wykrzywiał mu policzek. Sharon zdała sobie sprawę, że popełniła błąd, zadając mu to pytanie.

– Chciałam powiedzieć… że są takie realistyczne – dodała i odniosła wrażenie, jakby wyraz jego twarzy nieco złagodniał.

– Może je znalazłem – odpowiedział wymijająco. Przypomniała sobie błysk flesza, który oślepił ją w samochodzie.



53 из 191