
– Światła musiały się palić, kiedy wróciłem do domu około piątej czterdzieści – powiedział. – Inaczej bym to zauważył. Glenda przygotowała koktajl. Nie minęło więcej niż piętnaście minut, jak wyjrzeliśmy przez okno i ona spostrzegła, że u ciebie jest ciemno. – Zmarszczył brwi. – Zegar bił tuż przedtem, więc musiało być około pięć po szóstej. – Przerwał na chwilę. – Glenda mówiła coś o samochodzie wyjeżdżającym z twojego podjazdu.
– Samochód? Jaki samochód? – zainteresował się Hugh Taylor.
– Nie wiem. Glenda mi o nim powiedziała. Ja byłem odwrócony plecami do okna.
– Jest pan pewien, że dobrze pamięta godzinę? – Roger popatrzył na agenta FBI.
– Jestem pewien.
Czyżby Glenda widziała samochód odjeżdżający z Neilem i Sharon w środku? Neil i Sharon zostali porwani! Czemu jakiś instynkt nie ostrzegł go wtedy, że coś jest nie w porządku? Przypomniał sobie uczucie niepokoju, którego doznała Glenda, stojąc przy oknie. Chciała, aby tu przyszedł. A on zbył ją, mówiąc, że jest przewrażliwiona.
– Glenda!
Spojrzał na Hugh Taylora.
– Moja żona bardzo się zdenerwuje – powiedział.
– Rozumiem. – Agent skinął głową. – Pan Peterson wie, że można jej zaufać i wyjawić prawdę. Zachowanie dyskrecji jest absolutnie niezbędne. Nie chcemy wystraszyć porywacza czy porywaczy… Musicie wszyscy zachowywać się tak, jak gdyby nic się nie stało. Dwa życia zależą od tego.
– Dwa życia… – Dora Lufts wybuchnęła suchym, rozdzierającym szlochem. – Mój mały Neil… I ta śliczna dziewczyna! Nie mogę w to uwierzyć… Nie po tym, jak pani Peterson…
– Doro, uspokój się. – Głos Billa Luftsa brzmiał jednak płaczliwie.
Twarz Steve’a wykrzywił spazm bólu.
– Panie Perry, czy zna pan panią Martin? – zapytał Hugh Taylor.
– Tak. Spotkałem Sharon kilka razy. Do nas również przychodziła. Czy mógłbym teraz wrócić do żony?
– Oczywiście. Chcemy z nią porozmawiać o tym samochodzie, który widziała. Może pójdzie z panem nasz człowiek?
