
21
Samotne opuszczenie peronu późnym wieczorem było stanowczo zbyt niebezpieczne, bo strażnicy z dolnej poczekalni mieli oko na tego rodzaju pasażerów. Dlatego Foxy zostawił Sharon i chłopca dwie minuty przed jedenastą, gdyż dokładnie o jedenastej pociąg wtoczył się na stację i wtedy porywacz mógł pójść w górę rampą i schodami z ośmioma lub dziewięcioma osobami, które z niego wysiadły. Dla każdego obserwatora był jednym z tej grupy. Po pewnym czasie skręcił w prawo, spojrzał w ulicę i przystanął. Stała tam policyjna ciężarówka. Mocowano brzęczące łańcuchy do niechlujnego, brązowego chevroleta.
Wielce rozbawiony, ruszył w stronę przedmieścia. Chciał zadzwonić z budki przed magazynem Bloomingdale. Marsz przez piętnaście przecznic uspokoi go i osłabi trochę pulsującą żądzę, którą poczuł, całując Sharon.
Ona pragnęła go równie mocno. Czuł to.
Mógłby kochać się z Sharon, gdyby nie chłopiec. Mimo opaski te oczy wciąż tam były. Może chłopiec widział przez opaskę? Zadrżał na tę myśl.
Śnieżyca trochę się uspokoiła, ale niebo nadal było ciemne i zachmurzone.
Planował zadzwonić do Perrych, a gdyby nie zastał ich w domu, zatelefonować bezpośrednio do domu Petersona. To jednak mogło być ryzykowne.
Miał szczęście, pani Perry podniosła słuchawkę już po pierwszym sygnale. Przekazał jej wiadomość niskim, oschłym tonem, który wyćwiczył wcześniej. Jedynie wówczas, gdy nie mogła zrozumieć imienia, wybuchnął i podniósł głos. To była nieostrożność z jego strony! Głupota! Ale prawdopodobnie kobieta była zbyt zdenerwowana, żeby coś zauważyć.
