
– Przespał? – Steve spojrzał na niego z niedowierzaniem.
– No to wypoczął. Niech pan idzie do swojego pokoju i się położy. My tutaj będziemy siedzieć i zawołamy pana w razie potrzeby. Jeśli zadzwoni telefon, pan go odbierze. Jest już założony podsłuch. Ale nie sądzę, aby dziś jeszcze porywacz się odezwał.
Steve wyszedł z jadalni. Zatrzymał się w kuchni, aby wziąć szklankę wody, i pożałował, że to zrobił. Kubek kakao i kieliszek sherry, wysmarowane teraz daktyloskopijną substancją, stały na kuchennym stole.
Sharon. Zaledwie kilka godzin temu była tu, w jego domu, z Neilem. Aż do tej chwili nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo pragnął, aby Neil zaufał Sharon i ją polubił.
Cicho opuścił kuchnię, przeszedł przez hol, a potem schodami w górę oraz korytarzem obok pokoju Neila i gościnnego doszedł do sypialni. Nad głową słyszał odgłosy stąpania. Luftsowie krzątali się po swoim pokoju na drugim piętrze. Widocznie też nie mogli spać.
Zapalił światło i stanął w drzwiach, rozglądając się po pokoju. Po śmierci żony wymienił tu meble. Nie chciał być otoczony tymi białymi antykami, które Nina tak lubiła. Wymienił podwójne łoże na szerokie, metalowe łóżko, ale mimo to pokój wydawał się pusty i bezosobowy jak w motelu. Cały dom był taki. Kupili go, bo chcieli mieć posiadłość nad wodą. Nina powiedziała: „Ten dom stwarza wielkie możliwości. Tylko poczekaj, a zobaczysz. Daj mi pół roku”. Miała dwa tygodnie…
Ostatnim razem, gdy był w mieszkaniu Sharon, marzył o przerobieniu tego pokoju i tego domu. Chciał, by ona mu pomogła. Sharon wiedziała, jak sprawić, aby dom stał się uroczy, wygodny i przytulny.
Zdjął buty i zwalił się w poprzek łóżka. W pokoju było zimno. Sięgnął po zrolowane nakrycie i naciągnął je na siebie. Dotknął wyłącznika górnego światła.
Pokój pogrążył się w ciemności.
