
– Zobaczysz, co zrobił, potem ci go pokażę. Żadnych pytań, tylko możesz na niego patrzeć; siedzi w kuchni, ale masz napisać w gazecie, że nie jest chłopakiem pokrzywdzonym przez życie. Rozumiesz? Że nie jest to biedny dzieciak, kopany przez los. Taką bajkę zacznie jego prawnik, jak tylko się tu pojawi. Chcę inaczej. Napisz, że jest mordercą z zimną krwią. Lodowato zimną. Nie chcę, żeby znalazł się ktoś, kto kupi gazetę, spojrzy na jego zdjęcie i pomyśli: „Jak taki miły dzieciak mógł zrobić coś takiego”.
– Tyle mogę – zgodził się Cowart.
– W porządku. – Detektyw wzruszył ramionami, podniósł się i ruszyli w stronę drzwi frontowych. Gdy już mieli wejść do środka, detektyw odwrócił się do Cowarta i zapytał: – Jesteś pewien? Ci ludzie są tacy jak ty czy ja. Nie zapomnisz tego widoku. Nigdy.
– Chodźmy.
– Matty, zaufaj raz staruszkowi.
– Daj spokój, Vernon.
– W takim razie oto twoja nocna mara – oznajmił detektyw. Co do tego miał absolutną rację.
Cowart pamiętał, jak wpatrywał się w dyrektora i jego żonę. Było tyle krwi, że wyglądali niemal, jakby byli ubrani. Za każdym razem, gdy rozbłyskał flesz fotografa, ciała błyszczały przez ułamek sekundy.
Bez słowa poszedł za detektywem do kuchni. Chłopak siedział tam, ubrany w dżinsy i w adidasy, z obnażonym rachitycznym torsem, za jedną rękę przykuty do krzesła. Ciało pokrywały mu smugi krwi, ale zupełnie się nimi nie przejmował i wolną ręką niedbale palił papierosa. To sprawiało, że wyglądał jeszcze młodziej, jak dziecko, które próbuje naśladować starszych, zachowywać się swobodnie, żeby zaimponować obecnym w pomieszczeniu policjantom. Cowart zauważył w jasnej czuprynie chłopaka krew zlepiającą mu włosy i smugę wyschniętej brązowej krwi na policzku. Dzieciak nawet jeszcze nie musiał się golić.
Gdy Cowart i detektyw weszli do pomieszczenia, chłopak podniósł głowę.
– Kto to jest? – spytał wskazując brodą Cowarta.
Przez chwilę wzrok Matta skrzyżował się ze spojrzeniem chłopaka. Jego oczy miały głęboki niebieski kolor i wyzierało z nich nieskończone zło, jakby wpatrywały się w miecz kata.
