– Jest reporterem „Journala” – odparł Hawkins.

– Cześć, reporterze! – rzucił dzieciak uśmiechając się znienacka.

– Co?

– Powiedz wszystkim, że nic nie zrobiłem – powiedział. Po czym roześmiał się w piskliwy, skrzeczący sposób, który wdarł się w umysł Cowarta i na zawsze pozostał mu w pamięci. Hawkins wyprowadził go z pomieszczenia na dwór, gdzie spiesznie nadciągał świt.

Cowart wrócił do biura i napisał artykuł o młodym dyrektorze, jego żonie i nastolatku. Opisał białą pościel, zmiętą i pokrytą brązowymi plamami krwi, czerwone ślady krwi rozbryzganej na ścianach jak makabreska Dalego. Opisał dzielnicę, schludny dom i zaświadczenie, oprawione w ramki i wiszące na ścianie, potwierdzające ukończenie przez ofiarę kursu zaawansowanej sprzedaży. Napisał o pragnieniach szarych ludzi i pokusie zakazanego seksu. Opisał deptak w Fort Lauderdale, gdzie co noc szwendały się dzieciaki, z każdą minutą obrastając w doświadczenia wykraczające daleko poza ich wiek. I opisał wzrok chłopaka, umiejętnie eksponując go w artykule, zgodnie z życzeniem Hawkinsa.

Zakończył artykuł słowami chłopaka.

Gdy wieczorem wrócił do domu niosąc pod pachą egzemplarz porannego wydania, gdzie całą pierwszą stronę zajmował jego artykuł, poczuł wyczerpanie, które było czymś więcej niż brakiem snu. Wślizgnął się do łóżka i przytulił do żony, mimo że wiedział, iż ma zamiar go opuścić. Trząsł się, jakby miał grypę, nie mogąc znaleźć w otaczającym go świecie ani krzty ciepła.

Cowart potrząsnął głową i rozejrzał po swoim gabinecie.

Hawkins już nie żył. Gdy kończył karierę, odbyła się skromna uroczystość. Dostał emeryturę i rozedma wykończyła go kaszlem. Cowart wziął udział w uroczystościach i klaskał, gdy szef policji wymieniał zasługi detektywa. Zwykł był odwiedzać detektywa w jego malutkim mieszkaniu w Miami Beach, gdy tylko mógł. Było to surowe wnętrze, udekorowane starymi wycinkami z prasy zawierającymi artykuły napisane przez Cowarta czy przez innych dziennikarzy.



17 из 563