
– Tylko tego nie mów, Matt.
– Czego mam nie mówić?
– Tego co zawsze mówisz. Że wolisz stary sposób katalogowania.
– Nie powiem.
– To dobrze.
– Bo sama to powiedziałaś.
– To się nie liczy. – Młoda kobieta roześmiała się. Podniosła się i podeszła do lady, przy której stał. – W czym mogę ci pomóc?
– Bibliotekarko Lauro. Czy ktoś kiedyś już cię ostrzegł, że zepsujesz sobie wzrok, jeśli przez cały dzień będziesz się wpatrywać w ekran komputera?
– Wszyscy mi to mówią.
– Może podałbym ci nazwisko…
– … a ja poczaruję komputer?
– Robert Earl Ferguson.
– Co jeszcze?
– Wyrok śmierci. Skazany jakieś trzy lata temu, w okręgu Escambia.
– Dobra. Zobaczymy… – Zasiadła pewnie do komputera, wystukała nazwisko na klawiaturze i nacisnęła klawisz. Cowart zobaczył, że z ekranu znikło wszystko, poza jednym słowem migającym w narożniku monitora: „Szukam”. Potem maszyna jakby się zadławiła i ukazało się kilka słów.
– Co mówi? – spytał.
– Podał kilka haseł. Poczekaj, sprawdzę. – Bibliotekarka wcisnęła jeszcze kilka klawiszy i na ekranie pojawił się inny zestaw słów. Przeczytała nagłówki: – Były student skazany na karę śmierci za zamordowanie dziewczynki; Apelacja w sprawie morderstwa na wsi oddalona; Sąd Najwyższy Florydy rozpatruje wyroki śmierci. To wszystko. Trzy artykuły. Wszystkie z wydania ukazującego się na zachodnim wybrzeżu stanu. Jedynie ostatni artykuł, który zapewne był podsumowaniem, ukazał się w głównym wydaniu.
– Nie za wiele jak na morderstwo i wyrok śmierci – powiedział Cowart. – Wiesz, wydaje mi się, że dawniej dokładniej zajmowaliśmy się każdą sprawą o morderstwo…
– Teraz już nie.
– Kiedyś życie ludzkie bardziej się liczyło.
Bibliotekarka wzruszyła ramionami.
– Kiedyś gwałtowna śmierć była znacznie większą sensacją niż dzisiaj, a ty jesteś o wiele za młody, żeby mówić o dawnych czasach.
