– Rozumiem – odparł Cowart. – Ale powiedzmy, że człowiek, który siedzi, jest niewinny.

– Tak panu powiedział Robert Earl?

– Tak.

– Mnie też tak powiedział.

– I co, panie Black, wierzy mu pan?

– Hm, może. Może słyszę to w większości przypadków, gdy rozmawiam z kimś, kto korzysta z gościnności stanu Floryda. Ale rozumie pan, panie Cowart, tak naprawdę nie pozwalam sobie na luksus wnikania, czy moi klienci są winni, czy nie. Muszę się skupić na prostym fakcie, że zostali skazani na mocy prawa, a ja na mocy prawa muszę to odkręcić. Jeśli mi się uda odkręcić zło, cóż, jak umrę i pójdę do nieba, ufam, że powitają mnie aniołowie grający na trąbkach. Oczywiście może tak być, że czasami odkręcam dobro i zastępuję je złem, więc istnieje duża szansa, że znajdę się w miejscu, gdzie mieszkańcy noszą trójzęby i krótkie, ostro zakończone ogonki. Taka już jest natura prawa, proszę pana. Ale pan pracuje dla gazety. Gazety dużo bardziej niż ja przejmują się reakcją ogółu na dobro i zło, na prawdę i sprawiedliwość. Gazeta ma też diabelnie większy wpływ na sędziego, który może ogłosić nową rozprawę, albo na gubernatora i stanową Radę Przebaczeń, jeśli łapie pan, o co mi chodzi. Może mógłby pan troszeczkę zdziałać w sprawie Roberta Earla?

– Mógłbym.

– Niech pan tam pojedzie i się z nim spotka. Jest naprawdę bystry i wygadany. – Black roześmiał się. – Wysławia się o niebo lepiej niż ja. Chyba jest dość inteligentny, żeby zostać prawnikiem. Na pewno jest znacznie bystrzejszy niż ten jego adwokat, którego miał na rozprawie, i który chyba spał, gdy jego klienta sadzali na krzesło elektryczne.

– Proszę mi opowiedzieć o tym adwokacie.

– Staruszek. Zajmował się sprawami od stu albo od dwustu lat. Pachoula to niewielki obszar. Wszyscy się znają. Schodzą się w sądzie okręgu Escambia i robi się atmosfera jak na bankiecie. Bankiet w sprawie morderstwa. Nie przepadają za mną.



27 из 563