
– Nie dziwi mnie to.
– Oczywiście Roberta Earla też nie darzyli szczególną sympatią. Wyjechał na studia, i te rzeczy, i wrócił wielkim samochodem. Ludzie pewnie się cieszyli, gdy go aresztowano. Oni nie są do takich rzeczy przyzwyczajeni. Oczywiście do morderstw na tle seksualnym też nie.
– Jak to miasteczko wygląda? – spytał Cowart.
– Tak jak pewnie wyobraża je sobie chłopak z miasta, taki jak pan. Jest to miejsce, które gazety i izba handlowa lubią określać mianem Nowe Południe. To znaczy, że nabrali po części nowej mentalności, a po części hołdują starej. Ale nie jest tak zupełnie beznadziejnie. Inwestują tam dużo dolarów w rozwój.
– Chyba wiem, co pan ma na myśli.
– Niech pan tam pojedzie i sam sobie obejrzy – powiedział adwokat. – Ale niech mi wolno będzie coś panu doradzić: to, że ktoś tam wysławia się tak jak ja i wygląda jak postać z Williama Faulknera albo Flanery O’Connora, nie znaczy, że powinien pan natychmiast przyjąć, że jest głupi. Bo oni głupi nie są.
– Zakodowałem sobie.
Prawnik roześmiał się.
– Założę się, że nie przypuszczał pan, iż czytałem tych pisarzy.
– Nawet mi do głowy nie przyszło.
– Przyjdzie panu, zanim pan zakończy sprawę Roberta Earla. I niech pan postara się zapamiętać jeszcze jedną rzecz. Tamtejsi ludzie są prawdopodobnie dość zadowoleni, że Robertowi Earlowi przytrafiło się coś takiego. Niech pan więc nie liczy na zyskanie tam wielu przyjaciół. Wy, ludzie prasy, chyba nazywacie ich „źródłami”.
– Jeszcze jedna rzecz nie daje mi spokoju – powiedział Cowart. – Twierdzi, że wie, kto jest prawdziwym zabójcą.
– Ja nic o tym nie wiem. Może i wie. Do diabła, to nawet całkiem prawdopodobne. Pachoula to mała dziura. Jedno wiem… – głos adwokata zmienił się, stał się mniej jowialny i przybrał bezpośredni ton, który zdziwił Cowarta -… wiem, że ten człowiek został bezpodstawnie skazany, i mam zamiar wyciągnąć go z celi śmierci, czy to zrobił, czy nie. Może nie w tym roku i nie w tym sądzie. Ale na pewno kiedyś w przyszłości i w jakimś innym sądzie. Wychowałem się i spędziłem całe życie pośród tych chłopców, wsioków, buraków, i nie oddam go tak łatwo. Nie obchodzi mnie, czy on to zrobił, czy nie.
