
– Ale jeśli nie zrobił…
– Cóż, ktoś tę dziewczynkę zabił. I chyba ktoś będzie musiał za to zapłacić.
– Mam mnóstwo pytań – powiedział Cowart.
– Tak przypuszczam. To sprawa, przy której nasuwa się wiele pytań. Czasami tak już jest. Proces, który ma wszystko wyjaśnić, jeszcze bardziej wszystko gmatwa. Wydaje się, że to właśnie przytrafiło się Robertowi Earlowi.
– Więc sądzi pan, że powinienem zbadać tę sprawę.
– Oczywiście – odparł prawnik. Cowart wyczuł uśmiech po drugiej stronie linii telefonicznej. – Tak sądzę. Nie wiem, czego się pan doszuka, poza uprzedzeniami i prymitywnym sposobem myślenia. Może będzie pan w stanie pomóc oswobodzić niewinnego człowieka.
– A więc pan uważa, że jest niewinny?
– Tak powiedziałem? Miałem na myśli, że powinien zostać uznany za niewinnego w sądzie. Wie pan, to wielka różnica.
Rozdział drugi
SKAZANY NA ŚMIERĆCowart zatrzymał wynajęty samochód na drodze dojazdowej prowadzącej do Stanowego Więzienia Florydy i popatrzył ponad polami na okazałe budynki, w których przebywała większość więźniów z całego stanu, wymagających specjalnego nadzoru. Właściwie były to dwa więzienia przedzielone niewielką rzeczką: Związkowy Zakład Poprawczy po jednej stronie i Więzienie Raidford po drugiej. Zobaczył bydło pasące się w dali na pastwiskach i unoszące się tumany kurzu w miejscach, gdzie grupy więźniów pracowały pośród pól uprawnych. W narożnikach umieszczone były wieże strażnicze i wydawało mu się, że dostrzega blask broni wartowników. Nie miał pojęcia, w którym budynku znajdowała się cela śmierci i pokój, gdzie trzymano stanowe krzesło elektryczne, ale słyszał, że pomieszczenia te są oddzielone od głównego więzienia. Zauważył czterometrowe, podwójne ogrodzenie z siatki, zwieńczone pętlami kolczastego drutu. Drut pobłyskiwał w porannym słońcu. Cowart wysiadł i stanął obok samochodu. Na skraju drogi rósł szereg wysmukłych zielonych sosen, które oskarżycielskim gestem wskazywały kryształowo błękitne niebo. Chłodny powiew poruszył gałęzie i, przedzierając się przez narastającą wilgoć, owiał czoło Cowarta.
