
Lepiej było wysłać w kosmos człowieka niż maszynę. W obszarach nieznanego człowiek mógł nadal oceniać sytuację i decydować. Maszyny nadawały się do zadań rutynowych, ale w obliczu nieprzewidywalnego przegrywały.
Wysłanie maszyny jest tańsze, gdyż ta nie oddycha, a dostarcza informacje.
Człowiek z kolei oddycha przez cały czas, i jest to bardzo kosztowne.
Jednakże koszty podróży człowieka można zredukować do minimum, jeśli nie przewiduje się jego powrotu.
— Czy w tym kubku jest seler?
— To pędy cierniowca — odparła Kin. — Nie jedz tych żółtych kawałków. Są trujące. No więc, czy muszę tak siedzieć i czekać? Proszę mi opowiedzieć — mruknęła — o wielkich królach Wrzecionowatych.
— Wiem tylko to, co przeczytałem — odparł Jago. — A większość tego, co przeczytałem, napisała pani. Czy mogę zjeść to niebieskie coś?
— Znalazł pan siedzibę Wrzecionowatych? Odkryto ich zaledwie dziewięć. Jeśli, doliczyć wrak statku — dziesięć. W jednej był prototyp maszyny warstwowej oraz dokładne dane dotyczące chirurgii genetycznej. Nic dziwnego, że więcej ludzi studiowało paleontologię niż inżynierię.
— Znalazłem ich świat.
— Skąd pan wie, że należał do nich?
Jalo wyciągnął rękę i wziął pęd cierniowca.
— Jest płaski.
To było możliwe, pomyślała.
Wrzecionowaci nie byli bogami, ale od biedy mogliby za nich uchodzić, do czasu pojawienia się prawdziwych. Rozwinęli się zapewne na jakimś świecie o małym ciążeniu. Ocalałe mumie przedstawiały istoty trzymetrowe, ważące zaledwie czterdzieści kilogramów. Na światach tak ciężkich jak Ziemia nosili wspaniałe egzogorsety, aby uchronić się przed rozpłaszczeniem i połamaniem. Mieli długie ryje, dłonie z dwoma kciukami, nogi w pomarańczowe i purpurowe pasy oraz stopy wielkie jak u cyrkowego klauna. Nie posiadali mózgu lub też, mówiąc precyzyjnie, całe ich ciało mogło działać jak mózg. Nikt natomiast nie był w stanie odnaleźć ich żołądka.
