Dostrzegła cienką, pomarańczową spiralkę obrysowującą nicość.

— Niezłe — powiedziała Kin. — Ale dlaczego przychodzi pan z tym do mnie? Po co to wszystko?

— Bo pani jest Kin Arad, autorka „Nieprzerwanej Kreacji”. Wie pani wszystko o wielkich królach Wrzecionowatych, a ja myślę, że to ich wyrób. Znalazłem go. Tak jak i wiele innych rzeczy. Bardzo interesujących rzeczy.

Popatrzyła na niego beznamiętnie. W końcu odezwała się.

— Muszę zaczerpnąć nieco świeżego powietrza. Czy jadł pan śniadanie, Jago Jalo?

Pokręcił głową.

— Mój cykl dobowy poszedł w diabły podczas podróży tutaj, ale myślę, że u mnie czas na kolację.


* * *

Latacz okrążył niskie budynki biur i skierował się na pomoc, w kierunku wielkiego kompleksu na kontynencie W. Okrążyli cielsko warstwowca Hendriego, na którym nowy pilot układał właśnie wzór zewnętrznych raf. Dzięki manewrowi mogli zajrzeć do ogromnej misy kolektora na szczycie maszyny, wewnątrz czarnej jak aksamit.

— Dlaczego go omijamy? — spytał Jalo, zezując na dół. Kin zatoczyła koło.

— Bo promień energii z kolektorów na orbicie jest przesyłany prosto na czaszę. Gdybyśmy nad nią przelecieli, nie zostałby po nas nawet popiół.

— A co by było, gdyby pilot pomylił się i promień nie trafił w misę?

Kin pomyślała przez chwilę.

— Nie wiem — odparła. — Ale na pewno nigdy byśmy go nie znaleźli.

Latacz przemknął nad grupą wysp. Garbate delfiny, wciąż rozbrykane po podróży w megatankowcu, wyskakiwały ponad fale wzdłuż cienia.

Przeklęta „Nieprzerwana kreacja”.

Kiedyś jednak wydawała się dobrym pomysłem. Poza tym, oprócz napisania książki wykonała również całą pracę wydawniczą. Samo pisanie nie było takie trudne. Problemem stało się dopiero znalezienie sposobu na produkcję prawdziwego papieru. Do zbudowania prasy drukarskiej musiała zatrudnić cały zespół robotów. To była pierwsza książka wydrukowana od czterystu lat. Narobiła niezłego zamieszania.



9 из 181