
Wtedy protestowała przeciwko Amerykanom; przeciwko nim i wojnie, którą odziedziczyli po Francji. Teraz protestowała przeciwko Francji; Francji i wojnie, którą ten kraj dostał w spadku po Amerykanach.
Była przekonana, że to wszystko wina właśnie Amerykanów. Czy ci obcy, Posleeni, zaatakowali Ziemię pierwsi? Nie. Lekkomyślnie, za namową Amerykanów, francuska armia poleciała do gwiazd, szukając kłopotów i wdając się w bezowocną wojnę przeciwko nieznanej dotąd cywilizacji.
I po co? By ocalić sypiącą się federację galaktyczną?
Francja miała swoje sprawy tutaj, na Ziemi, i miała troszczyć się o Francuzów.
A teraz mówili o podniesieniu podatków. Żeby pomóc prostym ludziom? Znów nie. Mieli nimi naoliwić tryby machiny wojennej. Isabelle zadrżała z obrzydzenia.
Jeszcze gorsze od wyższych podatków były zapowiedzi rozszerzenia poboru. Isabelle spojrzała na swoich dwóch młodych synów, których prowadziła za ręce, i przysięgła, że nigdy nie pozwoli, by zabrano ich z jej domu i zamieniono w mięso armatnie w głupiej i niepotrzebnej wojnie.
Jej głos dołączył się do ryku skandującego tłumu.
— Chcemy pokoju! Chcemy pokoju! CHCEMY POKOJU!
Berlin, Niemcy, 14 listopada 2004
Wieści się rozeszły; dopilnował tego Günter.
Kiedy kanclerz wszedł do Bundestagu, niemieckiego ciała ustawodawczego, zobaczył morze obojętnych twarzy, tu i ówdzie usiane obliczami bardziej wrogimi, a w bardzo nielicznych przypadkach chętnymi. Nie był pewien, kogo obawia się bardziej — lewicy, która zamierzała podnieść krzyk, by go usunąć, czy nowej prawicy, która mogła zażądać, by przyjął tytuł, którego nienawidził — Führera.
