
Margo siedziała bokiem z podkurczonymi nogami, żeby móc lepie] obserwować przydymiony, miedziany Księżyc. Wiatr rozwiewał jej włosy. Na kolanach miała rozłożoną kurtkę, na której zwinięta w szary kłębek Miau spała smacznie, a przynajmniej doskonale udawała, że śpi.
— Zbliżamy się do Vandenberau Dwa — powiedział Paul. — Moglibyśmy obejrzeć Księżyc przez tamtejszy teleskop.
— Czy Morton Opperly tam jest? — zapytała Margo.
— Nie — odparł z lekkim uśmiechem Paul. — Ostatnio przebywa w Dolinie, w Vandenberau Trzy, i odgrywa wielkiego czarownika przed innymi teoretykami.
Margo wzruszyła ramionami i spojrzała w górę.
— Kiedy wreszcie Księżyc zniknie nam z oczu? — spytała. — Jest już ciemniejszy, ale wciąż po widać.
Paul wytłumaczył jej, dlaczego pierścień błyszczy.
— Ale jak długo trwa zaćmienie? — spytała, a kiedy Paul odpowiedział, że dwie rodziny, zaprotestowała:
— Myślałam, że to trwa kilka sekund. Wszyscy się denerwują, aparaty fotograficzne wypadają im z rąk, a tu już koniec.
— Tak się dzieje podczas zaćmienia Słońca — i to kiedy zaćmienie jest pełne.
Margo uśmiechnęła się i usiadła wygodniej.
— Opowiedz mi teraz o fotografiach gwiazd — poprosiła. — Nikt cię tutaj nie podsłucha. A ja jestem już znacznie spokojniejsza. Przestałam się martwić o Dona — po prostu znajduje się pod złocistą osłoną zaćmienia, a to mu niczym nie grozi.
