W regularnych odstępach czasu wyłaniał się w blasku reflektorów podniszczony żółty znak drogowy, rósł, aż wreszcie ukazywał wyraźnie napis „Teren zagrożony” lub „Uwaga lawiny”, po czym znikł w ciemnościach nocy. Szosa biegła po wąskim paśmie między plażą a niemalże pionowym, trzydziestometrowym urwiskiem skalnym, którego nawarstwienia wskazywały na bardzo wczesną erę geologiczną — skamieniały muł, piasek, żwir i inne osady — choć gdzieniegdzie sterczały większe kamienie.

Margo siedziała bokiem z podkurczonymi nogami, żeby móc lepie] obserwować przydymiony, miedziany Księżyc. Wiatr rozwiewał jej włosy. Na kolanach miała rozłożoną kurtkę, na której zwinięta w szary kłębek Miau spała smacznie, a przynajmniej doskonale udawała, że śpi.

— Zbliżamy się do Vandenberau Dwa — powiedział Paul. — Moglibyśmy obejrzeć Księżyc przez tamtejszy teleskop.

— Czy Morton Opperly tam jest? — zapytała Margo.

— Nie — odparł z lekkim uśmiechem Paul. — Ostatnio przebywa w Dolinie, w Vandenberau Trzy, i odgrywa wielkiego czarownika przed innymi teoretykami.

Margo wzruszyła ramionami i spojrzała w górę.

— Kiedy wreszcie Księżyc zniknie nam z oczu? — spytała. — Jest już ciemniejszy, ale wciąż po widać.

Paul wytłumaczył jej, dlaczego pierścień błyszczy.

— Ale jak długo trwa zaćmienie? — spytała, a kiedy Paul odpowiedział, że dwie rodziny, zaprotestowała:

— Myślałam, że to trwa kilka sekund. Wszyscy się denerwują, aparaty fotograficzne wypadają im z rąk, a tu już koniec.

— Tak się dzieje podczas zaćmienia Słońca — i to kiedy zaćmienie jest pełne.

Margo uśmiechnęła się i usiadła wygodniej.

— Opowiedz mi teraz o fotografiach gwiazd — poprosiła. — Nikt cię tutaj nie podsłucha. A ja jestem już znacznie spokojniejsza. Przestałam się martwić o Dona — po prostu znajduje się pod złocistą osłoną zaćmienia, a to mu niczym nie grozi.



14 из 377