— Nie. To najbardziej zygzakowata linia, jaką można sobie wyobrazić.

— Ale czy Opperly coś powiedział? — nalegała dziewczyna.

Paul zawahał się, ale po chwili rzeki:

— Roześmiał się cicho i powiedział coś w tym rodzaju: „Jeżeli ich celem jest Ziemia albo Księżyc, to z każdym strzałem są coraz bliżej”.

— Widzisz? — zawołała z satysfakcją Margo. — Widzisz? Cokolwiek to jest, celuje w planety!


Barbara Katz, młoda poszukiwaczka przygód i gorąca miłośniczka literatury fantastycznonaukowej, cofnęła się na trawnik i ukryła za grubym pniem palmy z dala od latarni ulicznych Palm Beach i światła latarki policjanta, nim zimny, jasny promień zdążył na nią paść. Podziękowała Mentorowi, bogowi science-fiction, że kupione dawno temu, wysokie, obcisłe buty, które ma na nogach pod czarnym kombinezonem, są również czarne — modny pastelowy kolor rzucałby się w oczy nawet i bez światła latarki. Torba linii lotniczych Black Bali Jetline, przewieszona przez ramię, też była czarna. O twarz i ręce mogła się nie martwić — była tak śniada, że wtapiała się w mrok nocy, a w ciągu dnia brano ją za Mulatkę. Barbara nie była rasistką, ale czasem żałowała, że tak szybko opala się na ciemny brąz.

Jeszcze jedno brzemię, które naród żydowski musi dźwigać bez szemrania — tak by powiedział jej ojciec, który by jednak nie pochwalał tego, że odważna dziewczyna poluje na milionerów w ich siedlisku na Florydzie, którą okupują wespół z aligatorami. Nie pochwalałby również tego, że ma bikini w pożyczonej torbie.

Policjant skierował latarkę na krzaki po przeciwnej stronie ulicy i dziewczyna sprężystym krokiem przebiegła przez trawnik. Doszła do wniosku, że właśnie z tego domu widziała błysk lornetki, kiedy się kąpała ukradkiem o zachodzie słońca.

Im bliżej była domu, tym gęstsze otaczały ją ciemności. Obchodząc następną palmę, usłyszała pomruk małego silnika elektrycznego i o mało nie wpadła na postać w białym garniturze, wpatrującą się w okular wielkiego białego teleskopu, który stał na białym trójnogu i skierowany był w niebo.



18 из 377