
Postać wstała, przechylając się na bok tak, jakby człowiek w białym garniturze podpierał się laską, a drżący głos znad garnituru zapytał:
— Kto tam?
— Dobry wieczór — odpowiedziała Barbara najmilej i najuprzejmiej, jak potrafiła. — Pan mnie chyba zna. To ja się przebierałam w czarne bikini w żółte paski. Czy mogę razem z panem obejrzeć zaćmienie?
Rozdział 3
Paul Hagbolt patrzył na wzgórza, koło których szosa nadbrzeżna skręcała w stronę lądu i pięła się pod górę. Za najbliższym zakrętem, między szosą a morzem, majaczył stumetrowy płaskowyż z Vandenbergiem 2, siedzibą Projektu Księżycowego i najnowszą bazą amerykańskiego lotnictwa kosmicznego, służącą jednocześnie za wyrzutnię rakietową i lądowisko. Stacja kosmiczna, otoczona drucianą siatką z kilkoma ciemnoczerwonymi światłami błyszczącymi na ciągnącym się w nieskończoność dachu, górowała tajemniczo nad obszarem między szosą a oceanem — złowieszcza twierdza przyszłości.
Przejeżdżali przez płaski betonowy most nad zalewem: koła samochodu zadudniły głośno i Margo nagle się wyprostowała. Miau drgnęła przestraszona. Dziewczyna obejrzała się.
— Paul, zatrzymaj się — poprosiła.
— Co się stało? — zapytał nie zwalniając. Szosa zaczęła się piąć pod górę.
— Mogłabym przysiąc — powiedziała Margo, wciąż odwrócona do tyłu — że widziałam tablicę z napisem,,Latające talerze”.
— Latające talerze? Może to reklama nowych hamburgerów. W końcu mają taki sam kształt — stwierdził Paul.
— Nie, nie widziałam tam żadnego motelu ani baru. Tylko mały, biały znak. Tuż przed zalewem. Zawróćmy. Chciałabym zobaczyć, co tam jest.
— Jesteśmy prawie w Vandenbergu Dwa — zaoponował Paul. — Nie chcesz obejrzeć przez teleskop zaćmienia, póki jeszcze czas? Moglibyśmy też obejrzeć krater Platona, trzeba by tylko podnieść dach i zostawić Miau w samochodzie. Do Vandenbergu nie wolno wprowadzać zwierząt.
