— Zielona lampa świadczy o tym, że jest dzisiaj! — zawołała Margo, która wciąż stała przy tablicy. — Chodźmy tam, Paul.

— Zielona lampa pewnie nie ma z tym nic wspólnego. Margo odwróciła się do Paula i w blasku reflektorów pokazała mu czarny palec.

— Farba jeszcze nie wyschła — powiedziała.

Księżyc zapadał się coraz niżej w cień Ziemi, zbliżając się do swojego miejsca na linii łączącej trzy ciała niebieskie. Jak zawsze Księżyc i Słońce, choć Słońce ze znacznie mniejszą siłą, niewidzialnymi mackami grawitacji przyciągały planetę znajdującą się pośrodku — napinając skorupę ziemską i jej twarde ja(k z żelaza wnętrze, powodując zarówno olbrzymie, jak i drobne trzęsienia ziemi oraz wprawiając wody oceanów i mórz, zatok i kanałów, cieśnin i przesmyków, jezior i rzek w powolny, choć zróżnicowany rytm przypływów i odpływów, których pojedyncze wibracje są niewiele dłuższe od dnia lub nocy.

Po przeciwległej stronie kuli ziemskiej Bagong Bung, któremu krople potu spływały spod brudnego turbanu na śniade ramiona i pierś, krzyknął do swojego pomocnika i przyjaciela, skąpo ubranego Australijczyka, żeby wyłączył silnik ich kutra „Machan Lumpur”. Jeżeli się pospieszą, zdążą dopłynąć do niewielkiej zatoki na południe od DonSon, zanim trzymetrowa fala przypływu zepchnie ich na mieliznę — tu w Zatoce Tonkińskiej nieujarzmiony potężny przypływ następuje raz na dwadzieścia cztery godziny. Może się nimi zainteresować patrolujący helikopter, jeżeli będą czekać przy wejściu do zatoki, zamiast wpłynąć do niej i dostarczyć broń i leki antykomunistycznemu podziemiu wietnamskiemu — a następnie popłynąć do Hanoi z głównym ładunkiem (również broni i leków) dla komunistów.

Woda przy dziobie uspokoiła się: zardzewiały kuter kołysał się teraz pośrodku szerokiej na trzysta kilometrów zatoki, która błyszczała jak jezioro roztopionego mosiądzu. Bagong Bung stał z ręką opartą o mosiężną oprawę lunety wetkniętej za pas i mrużąc oczy wpatrywał się w lśniący horyzont — nie zaprzątał sobie jednak głowy zaćmieniem, bo po pierwsze, było teraz południe, a po drugie, Księżyca i tak nie było tu widać.



21 из 377