
– Nu i co cię sprowadza? Ha? – zapytał.
– Ukradli mi jałówkę – powiedział Tomasz. – Dopiero co wróciłem z miasta. Są ślady samochodu, ciężarówki.
– Wiesz kto? – zaciekawił się Jakub, od niechcenia sprawdzając stopień naostrzenia majchra.
– Ba, żebym to wiedział. Dlatego przyszedłem do was.Ty Józwa kiedyś znalazłeś jakąś szkapę przez zamawianie.
– Aha. Ale potrzebuję czegoś związanego z tą krową i nie mogę dać gwarancji.
– Mam od niej kolczyk. Wystarczy?
– Powinno. Dłoń starca zacisnęła się na plastykowej plakietce.
– Jutro rano dam ci znać. Siadaj, odpocznij. Chcesz łyka?
– Chętnie. Zdenerwowałem się. Józef przyniósł z kuchni musztardówkę i słoik typu wek wypełniony mętnym płynem.Nu zdorowia. Gość łyknął trochę i przez chwilę usiłował złapać oddech. U cholera. Co to jest? Politura?
– A co? – obraził się Józef. – Nie smakuje?
– Ognisty, ale lepiej by było go przedestylować jeszcze raz.
– E, na cholerę. Gość dopił i odstawił musztardówkę na stół.Coś na zakąskę? – zapytał. Podsunęli mu ogórki. Zjadł jednego razem ze skórą, potem pożegnał się i poszedł.
– Dawno cię miałem zapytać – odezwał się po chwili milczenia egzorcysta. – Jak to właściwie jest z tym twoim zamawianiem?
– A kładę się spać z przedmiotem pod głową i NA RANO wiem.
– Tak po prostu?
– Aha. Na marginesie musimy nadmienić, że kit, który Józef wcisnął przyjacielowi, nie brał się z braku zaufania. Po prostu zobligowano go kiedyś do zachowania tajemnicy. Jakub posiedział jeszcze chwilę w cieple, a potem wsiadł na motor i pojechał do domu. Józef nastawił budzik na trzecią nad ranem i podreptał jeszcze do stajni.
