Sterczała tu z ziemi poniklowana rura, na którą nasadzono kiedyś nocnik, żeby do środka nie sypały się paprochy. Staruszek zdjął naczynie, a potem wpuścił do środka kilka jajek podebranych kurom. Teraz wystarczyło tylko cierpliwie poczekać. Jakieś pięć godzin. Zasadniczy problem, który od kilku pokoleń trzymał jego rodzinę w tym miejscu, spoczywał głęboko w ziemi pod stajnią. Problem miał sto dwadzieścia metrów średnicy, ponad dziesięć grubości i był edonickim statkiem kosmicznym. O ile wszystkie pozostałe problemy były łatwe do wykopania i likwidacji, o tyle ten był w zasadzie nierozwiązywalny. Rura w stajni była z nim ściśle związana. Do tej rury po każdym dojeniu aktualny właściciel wlewał kubek mleka. Nie miał pojęcia, w jakim celu tak robi, ale jego ojciec powiedział kiedyś, że tak trzeba, więc robił. A od czasu do czasu wrzucał kilka jajek. Był ze statkiem umówiony w ten sposób, że jeśli wrzucał jajka, statek pozwalał mu zejść w dół i pogadać. Ponieważ staruszek nie lubił tam złazić, statek rzadko miał jajka do jedzenia. Józef obudził się przed świtem, czując w głowie jakieś dziwne mrowienie. Wstał i ubrał się ciepło. Bardzo ciepło, bowiem na dworze było dwadzieścia stopni mrozu, a on miał już swoje lata. Łyknął na rozgrzewkę mały łyczek wódki i wyszedł w zadymkę.Ojobjeho materyl – zaklął, patrząc na zdumiewające zjawisko, jakie czekało go tuż za progiem. Ziemia była rozgrzana i parowała lekko. Na jego podwórku, za płotem u sąsiadów, i dalej na ich ogrodzie nie było nawet grama śniegu. W powietrzu unosiła się ciepła, wilgotna mgła. Na łące za szopą widać było krawędź wielkiego koła rozgrzanej ziemi. Dalej leżał śnieg.Idiota – powiedział pod adresem statku. Statek odebrał jego myśl. Odpowiedział mu telepatycznie.

– Ujemna temperatura, panująca na zewnątrz twojego schronienia, nie sprzyja właściwemu funkcjonowaniu twojego ciała. Pragnieniem moim było, abyś nie doznał niewygód związanych z twoją sprawą.



12 из 226